"Powódź" - Paweł Pollak o tym, że żywioły potrafią obnażyć ludzką naturę

Dzisiaj od rana chodziło mi po głowie, jak bardzo lubię zwyczajne dni. Kubek kawy, chwila ciszy, otwarte okno i świadomość, że nic pilnego nie czeka za rogiem. Paradoksalnie to właśnie w takie spokojne chwile najczęściej sięgam po kryminały. Bo chyba najbardziej fascynuje mnie to, że autorzy potrafią pokazać, jak cienka jest granica między codziennością a momentem, który zmienia wszystko. I właśnie z taką myślą skończyłam słuchać „Powodzi” Pawła Pollaka.

To już kolejna część serii o komisarzu Julianie Borczyku i coraz bardziej podoba mi się to, że autor nie próbuje za wszelką cenę zaskakiwać spektakularnymi zwrotami akcji. W centrum nadal jest śledztwo, ale równie ważna staje się atmosfera i ludzie, którzy muszą odnaleźć się w trudnej sytuacji. Tym razem tłem wydarzeń jest zagrożenie powodziowe we Wrocławiu, a znalezienie ciała w kanale uruchamia kolejne dochodzenie.

Podczas słuchania kilka razy pomyślałam, że kiedy pojawia się zagrożenie, bardzo szybko okazuje się, kim naprawdę jesteśmy. Jedni pomagają bez zastanowienia, inni myślą tylko o sobie. To dotyczy nie tylko wielkich katastrof. W codziennym życiu też przecież bywają nasze małe "powodzie", które pokazują, ile w nas spokoju, odwagi i zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

Bardzo lubię to, że Pollak pisze oszczędnie. Nie rozwleka historii, nie dokłada niepotrzebnych wątków. Audiobook trwa niewiele ponad dwie godziny, a mimo to ma odpowiednie tempo i nie sprawia wrażenia urwanego.

No i oczywiście Filip Kosior. Coraz częściej łapię się na tym, że kiedy widzę jego nazwisko jako lektora, wiem, że czeka mnie kilka przyjemnych godzin. Czyta spokojnie, naturalnie, bez teatralnych popisów. Dzięki temu historia pozostaje najważniejsza.

Czy warto przesłuchać? Moim zdaniem tak, zwłaszcza jeśli lubicie krótsze kryminały, które nie próbują być sensacją roku, tylko opowiadają dobrą historię. Powódź nie jest najbardziej spektakularną częścią serii o Julianie Borczyku, ale ma klimat, dobrze utrzymuje napięcie i zostawia z refleksją, że największe zagrożenia nie zawsze przychodzą z zewnątrz. Czasem ujawniają po prostu to, co od dawna było ukryte w ludziach.

Komentarze