Codziennik Zadumanej #15
Dziś przez kilka godzin chodziłam po mieszkaniu z jednym prostym pytaniem: "Naprawdę jeszcze tego potrzebuję?" To zaskakujące, jak trudno odpowiedzieć sobie na takie pytanie.
Człowiek bierze do ręki kubek. Przecież jest cały. Szkoda wyrzucić.
Potem świecznik. Ładny.
Ramkę. Jeszcze ładniejsza.
I nagle okazuje się, że nie zastanawia się już nad przedmiotami, tylko nad wspomnieniami, które są do nich przyklejone.
Mam wrażenie, że rzeczy mają wyjątkowy talent do przechowywania historii. Niektóre przypominają wakacje, inne pierwsze mieszkanie, jeszcze inne ludzi, których już dawno nie ma obok nas. I choć same w sobie są tylko kubkiem, ramką czy poduszką, potrafią ważyć znacznie więcej, niż wskazuje metka.
Dzisiaj postanowiłam trochę to odchudzić.
Nie dlatego, że robię miejsce na nowe zakupy.
Raczej dlatego, że robię miejsce na nowe życie.
To zabawne, bo jeszcze kilka lat temu pewnie walczyłabym o każdą drobnostkę. Dzisiaj coraz częściej dochodzę do wniosku, że największym luksusem nie jest mieć więcej.
Największym luksusem jest umieć powiedzieć: "Dziękuję. Już cię nie potrzebuję."
Oczywiście nie obyło się bez małych negocjacji z samą sobą.
– A może jednak zostawić?
– Ale po co?
– Bo kiedyś...
– No właśnie. Kiedyś.
Muszę przyznać, że ta druga wersja mnie wygrała.
Coraz bardziej lubię otaczać się rzeczami, które opowiadają moje obecne życie, a nie tylko przypominają o tym, które już się skończyło. Nie dlatego, że chcę o nim zapomnieć. Ono zawsze będzie częścią mnie. Po prostu nie chcę, żeby urządzało mi mieszkanie.
I chyba właśnie na tym polega dorastanie.
Nie na tym, że przestajemy oglądać się za siebie.
Na tym, że coraz częściej wybieramy patrzenie przed siebie.
A wiecie, co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze?
Po kilku godzinach porządków mieszkanie wygląda prawie tak samo.
Zmieniło się tylko jedno.
Oddycha mi się w nim jakoś lżej.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)