"Przez pomyłkę" - Agnieszka Peszek o tym, że przeszłość zawsze wystawia rachunek

We wtorek wieczorem miałam plan idealny: poczytam chwilę przed snem. Naprawdę chwilę. Tylko że moje „jeszcze jeden rozdział” ma mniej więcej tyle samo wspólnego z rzeczywistością, co „wchodzę tylko po jedną rzecz” wypowiedziane przed wejściem do sklepu. Szczególnie kiedy trafiam na książkę z krótkimi rozdziałami, bo przecież następny zajmie tylko kilka minut. Potem kolejny też tylko kilka. I nagle robi się zdecydowanie później, niż rozsądek przewidywał. Tak właśnie czytało mi się „Przez pomyłkę” Agnieszki Peszek od razu muszę Wam coś powiedzieć: chyba znalazłam moją polską Freidę McFadden. A jeśli zaglądacie tu częściej, wiecie, że z moich ust to naprawdę duży komplement. Za Freidą szaleję przede wszystkim dlatego, że uwielbiam moment, w którym jestem już święcie przekonana, że wszystko rozgryzłam, po czym okazuje się, że autorka właśnie wyprowadziła mnie na spacer w zupełnie niewłaściwym kierunku. Agnieszka Peszek dała mi bardzo podobną przyjemność z czytania.

Nie będę opowiadała Wam fabuły, bo przy takich książkach najlepiej wiedzieć jak najmniej. Powiem tylko, że „Przez pomyłkę” jest historią, w której przeszłość bardzo mocno upomina się o swoje. Autorka prowadzi opowieść na kilku płaszczyznach czasowych i pokazuje wydarzenia z perspektywy różnych osób. Początkowo trzeba więc trochę uważniej czytać, ale bardzo szybko zaczęło mi się to podobać, bo z każdego fragmentu dostawałam kolejny kawałek układanki. I oczywiście układałam. Przesuwałam elementy, podejrzewałam jednego, potem drugiego, byłam coraz bardziej zadowolona ze swoich detektywistycznych zdolności… aż Agnieszka Peszek przypomniała mi, że może jednak nie powinnam jeszcze składać podania do wydziału kryminalnego.

Najbardziej została ze mną jednak nie sama zagadka, lecz przeszłość. To, jak wydarzenia sprzed wielu lat potrafią siedzieć w człowieku znacznie dłużej, niż chciałby przyznać. Można wyjechać, dorosnąć, urządzić sobie życie, udawać przed światem, a czasem nawet przed samym sobą, że pewne sprawy zostały zamknięte. Tylko że nie wszystko da się schować do szuflady i przekręcić klucz. Szczególnie jeśli po drodze zostały krzywda, poczucie winy, zazdrość czy niewypowiedziane pretensje. Właśnie ten motyw konsekwencji dawnych decyzji podkreślają również czytelnicy w swoich recenzjach.

Podobało mi się też, że bohaterowie nie są tutaj grzecznie podzieleni na dobrych i złych. Im dłużej ich poznajemy, tym trudniej wydawać proste wyroki. Każdy coś niesie, każdy ma swoją wersję wydarzeń, swoje słabości i rzeczy, o których najchętniej nigdy więcej by nie mówił. I chyba właśnie dlatego ta historia tak dobrze pokazuje, jak niebezpieczne potrafi być ocenianie człowieka na podstawie tego, co widzimy dzisiaj.

Czy wszystko było idealne? Nie. Momentami chciałabym trochę głębiej wejść w psychikę niektórych postaci, a przy kilku rozwiązaniach można się zastanawiać nad ich realizmem — podobne uwagi pojawiają się zresztą również w opiniach czytelników. Ale wiecie co? Przy tej książce kompletnie mi to nie przeszkodziło w dobrej zabawie. Czytałam szybko, chciałam wiedzieć, co będzie dalej, snułam własne teorie, zmieniałam je i przede wszystkim nie nudziłam się ani przez chwilę.

Czy warto przeczytać?

Tak. Szczególnie jeśli tak jak ja lubicie kryminały i thrillery, w których autor podrzuca kolejne elementy układanki i pozwala czytelnikowi uwierzyć, że już zna rozwiązanie. „Przez pomyłkę” nie jest ciężkim, brutalnym kryminałem. To raczej bardzo sprawnie opowiedziana historia o tajemnicach, konsekwencjach dawnych decyzji i przeszłości, która pewnego dnia może zapukać do drzwi.

A ja? Ja już wiem, że na jednym spotkaniu z Agnieszką Peszek się nie skończy.

Skoro nazwałam ją moją polską Freidą McFadden, to chyba właśnie wpisałam się na kolejne czytelnicze kłopoty. I bardzo dobrze. 

Komentarze