"Rewolta AI" - Marcin Faliński i Rafał Barnaś o tym, czy nadal to my korzystamy z technologii, czy już ona korzysta z nas

Ostatnio złapałam się na czymś bardzo zwyczajnym. Wzięłam telefon tylko po to, żeby sprawdzić jedną rzecz, a po kilkunastu minutach nadal siedziałam z nim w ręku i właściwie już nie pamiętałam, po co go wzięłam. Wiadomość, Facebook, coś przeczytane po drodze, jeszcze jedno kliknięcie… Znacie to? Pomyślałam wtedy, że chyba nawet nie zauważamy, jak mocno technologia wrosła w nasze życie. I właśnie w tym czasie czytałam „Rewoltę AI” Marcina Falińskiego i Rafała Barnasia. Zbieg okoliczności całkiem niezły.

Od razu Wam powiem - nie była to książka, przy której przepadłam. Pomysł bardzo mnie zainteresował, bo sztuczna inteligencja jest już przecież częścią naszej codzienności i sama korzystam z niej częściej, niż jeszcze kilka lat temu mogłabym przypuszczać. Do tego świat wywiadu, cyberbezpieczeństwo, polityka i pytanie o granice technologii - naprawdę było z czego stworzyć historię, która nie pozwoli mi odłożyć książki. A jednak podczas czytania kilka razy zwyczajnie odpływałam. Wracałam do akapitu, orientowałam się, że oczy przeczytały stronę, ale głowa była zupełnie gdzie indziej. Zabrakło mi emocji i tego charakterystycznego „jeszcze jeden rozdział i idę spać”, które dla mnie jest najlepszym testem dobrej książki.

Nie chcę jednak powiedzieć, że „Rewolta AI” jest złą powieścią. Po prostu nie do końca trafiła w mój czytelniczy gust. Autorzy mają doświadczenie w tematyce służb i świat wywiadowczy jest tutaj mocno obecny. Czytelnicy zainteresowani geopolityką, cyberbezpieczeństwem i mechanizmami działania służb mogą odebrać tę historię zupełnie inaczej niż ja. W recenzjach spotkałam zresztą zarówno duży zachwyt nad realizmem i aktualnością tematu, jak i opinie bardzo podobne do mojej — świetny pomysł, ale podczas czytania trudno utrzymać zainteresowanie.

A jednak coś z tej książki zabieram ze sobą. I paradoksalnie nie jest to żaden szpiegowski wątek, lecz pytanie o naszą relację z technologią. Bo AI nie jest już futurystyczną wizją z filmu science fiction. Jest obok nas. Pomaga pisać, wyszukiwać informacje, pracować, tworzyć obrazy, analizować dane. Potrafi być fantastycznym narzędziem, ale właśnie - narzędziem. „Rewolta AI” przypomniała mi, że warto czasem zadać sobie pytanie, gdzie przebiega granica między korzystaniem z technologii a pozwalaniem, żeby to ona zaczęła wpływać na nasze decyzje, emocje i relacje.

I chyba właśnie tutaj autorzy trafili do mnie najmocniej. Nie przestraszyli mnie wizją robotów przejmujących świat. Bardziej niepokojące okazało się coś znacznie prostszego - świadomość, jak chętnie oddajemy technologii kolejne kawałki własnej codzienności, bo jest szybciej, łatwiej i wygodniej. Nie oznacza to oczywiście, że mamy nagle wyrzucić telefony przez okno. Sama swojego nie oddaję. Ale może od czasu do czasu warto sprawdzić, czy jeszcze to my decydujemy, kiedy odłożyć ekran.

Czy warto przeczytać?

Tutaj nie będzie mojego zwyczajowego „koniecznie!”. Mnie „Rewolta AI” nie porwała i momentami naprawdę musiałam się pilnować, żeby nie zgubić się myślami gdzieś obok książki. Nie czułam napięcia, którego oczekuję od thrillera, a sposób prowadzenia historii nie zawsze mi odpowiadał. Mimo to nie żałuję, że ją przeczytałam, bo sam temat jest aktualny, ciekawy i daje do myślenia. Jeśli interesują Was służby specjalne, cyberbezpieczeństwo, geopolityka i rozwój sztucznej inteligencji, dałabym jej szansę. Jeśli natomiast szukacie thrillera, który chwyci Was od pierwszych stron i będziecie czytać z wypiekami na twarzy — ja tego tutaj nie znalazłam.

I wiecie co? Chyba dobrze, że od czasu do czasu trafia mi się również taka książka. Przecież gdyby każda była „rewelacyjna, genialna i nieodkładalna”, to te naprawdę wyjątkowe przestałyby być wyjątkowe.

Komentarze