Codziennik Zadumanej #21
Od poniedziałku Codziennik leżał sobie grzecznie i czekał, aż przypomnę sobie o jego istnieniu, ale mam bardzo dobre usprawiedliwienie – miałam gości, a kiedy mam gości, włącza mi się jakaś zupełnie niekontrolowana wersja gospodyni domowej. Nagle okazuje się, że człowiek, który na co dzień potrafi uznać kanapkę za pełnoprawną kolację, zaczyna planować obiadki, śniadania i wieczorne posiedzenia przy stole, jakby co najmniej prowadził niewielki pensjonat z opcją pełnego wyżywienia. Kuchnia pracowała więc na pełnych obrotach, lodówka otwierała się częściej niż Facebook, a ja przez kilka dni zastanawiałam się głównie nad tym, co jeszcze można ugotować, podać, pokroić albo postawić na stole, żeby przypadkiem nikt przez siedem minut nie poczuł głodu.
I bardzo to lubię. Naprawdę. Lubię, kiedy w domu jest ktoś bliski, przy stole siedzi więcej osób niż zwykle, rozmowa zaczyna się przy śniadaniu, ciągnie przez kawę, zahacza o obiad i zupełnie nie wiadomo kiedy robi się wieczór. Nawet gotowanie wtedy smakuje inaczej, bo przecież czym innym jest zrobić sobie coś na szybko, a czym innym krzątać się po kuchni ze świadomością, że za chwilę wszyscy usiądziemy razem. Oczywiście po kilku dniach człowiek zaczyna spoglądać na zmywarkę z uczuciem, którego wcześniej nie podejrzewał, i zastanawia się, czy ona przypadkiem nie zasługuje na premię, urlop oraz pakiet medyczny, ale to już koszty prowadzenia życia towarzyskiego.
W tych dniach nie wydarzyło się nic, co nadawałoby się na pierwsze strony gazet, a jednak wydarzyło się całkiem sporo. Były rozmowy, śmiech, wspólne jedzenie, zwyczajne siedzenie przy stole i ta przyjemna obecność drugiego człowieka, przy której nie trzeba wymyślać atrakcji, żeby było dobrze. Codziennik nie został napisany, kilka innych rzeczy również cierpliwie czekało na swoją kolej, ale pierwszy raz od dawna nawet nie próbowałam mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. Nie każda chwila musi zostać natychmiast opisana, sfotografowana, zaplanowana i odhaczona. Niektóre najlepiej po prostu przeżyć.
Dziś dom znowu wraca do swojego zwykłego rytmu, kuchnia może trochę odpocząć, zmywarka prawdopodobnie pisze wniosek o urlop, a ja nadrabiam Codziennik i myślę sobie, że dobrze czasem wypaść z własnego planu właśnie z takiego powodu. Bo lista rzeczy do zrobienia nigdzie nie ucieknie, pranie również wykazuje zadziwiającą lojalność i zawsze na mnie czeka, za to wspólny obiad, długa rozmowa przy kawie czy śniadanie przeciągnięte zdecydowanie ponad rozsądne normy mają swój konkretny czas.
A teraz oficjalnie zamykam działalność gastronomiczną i wracam do normalnego życia. Przynajmniej do następnych gości.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)