Codziennik Zadumanej #29

Dzisiejszy dzień chyba oficjalnie zakończył moje wakacyjne udawanie, że wrzesień jest jeszcze gdzieś bardzo daleko i na pewno nie wie, gdzie mieszkam. Rada pedagogiczna, szkolenie, zebrania, kolejne informacje, ustalenia, dokumenty i wszystko to, co sprawia, że po kilku godzinach człowiek wraca do domu z głową wypełnioną tyloma rzeczami, że najchętniej postawiłby ją na półce obok torebki i odebrał dopiero rano. Mój organizm najwyraźniej również uznał, że limit przyswajania treści został dziś wyczerpany, bo wieczorem potrafię już patrzeć przed siebie z ogromnym zainteresowaniem i jednocześnie nie mieć pojęcia, na co właściwie patrzę. 😁

Najbardziej symboliczne jest jednak zdjęcie mojej klasy, która na razie wygląda tak, jakby rok szkolny miał rozpocząć się mniej więcej w listopadzie. Surowo, pusto, daleko od tej sali, którą zostawiłam w czerwcu i jeszcze dalej od tej, którą chciałabym zobaczyć pierwszego września. Patrzę na nią i trochę mnie to bawi, bo nauczyciel ma chyba szczególną zdolność widzenia rzeczy, których jeszcze nie ma. Tam, gdzie dzisiaj jest pustka, ja już widzę dziecięce plecaki, książki, piórniki, pierwsze rozmowy po wakacjach, śmiech, zamieszanie i moje drugoklasistki i drugoklasistów, którzy wrócą zapewne więksi o co najmniej pół głowy i z absolutnym przekonaniem, że przez dwa miesiące wydarzyło się tyle, że koniecznie muszę wszystkiego wysłuchać jednocześnie.

Może właśnie dlatego, mimo dzisiejszego zmęczenia, całej papierologii i chwilowego marzenia o zaszyciu się w moim fotelu z książką oraz zakazem wypowiadania przy mnie słów „rada”, „dokument” i „szkolenie”, czuję gdzieś pod tym wszystkim zwyczajną radość. Za kilka dni ta pusta przestrzeń znowu będzie nasza, trochę niedoskonała, pewnie przygotowywana na ostatnią chwilę i zapewne z czymś, czego nie zdążę zrobić tak, jak sobie wymyśliłam. Tylko że szkoły przecież nie tworzą dekoracje, idealnie ustawione ławki ani piękne gazetki. Tworzą ją ludzie, którzy do niej przychodzą, relacje, które budują się dzień po dniu, małe sukcesy, trudniejsze chwile, śmiech z rzeczy kompletnie niezrozumiałych dla kogokolwiek spoza naszej klasy i historie, których dzisiaj jeszcze nie znam.

Patrzę więc na tę moją salę w stanie mocno roboczym i myślę, że właściwie jest trochę jak początek nowego roku szkolnego – jeszcze pusta, jeszcze niegotowa, z wieloma niewiadomymi, ale pełna miejsca na to, co dopiero się wydarzy. I chyba nie muszę dzisiaj wiedzieć, jaki będzie ten rok ani mieć wszystkiego dopiętego na ostatni guzik. Wystarczy, że za kilka dni otworzę drzwi, wejdą moje dzieciaki i zaczniemy pisać kolejną wspólną historię.

A na dzisiaj wystarczy. Moja wewnętrzna rada pedagogiczna właśnie jednogłośnie podjęła uchwałę o zakończeniu pracy i przejściu w tryb kanapowy. Uchwała wchodzi w życie natychmiast i wyjątkowo nie wymaga żadnej dodatkowej dokumentacji. 😁

Komentarze