Audiobook "Maria Skłodowska - Curie, opowieść o mojej matce" Camilla Ringquist o o tym, jak trudno pogodzić wielkość z ludzkimi słabościami
W szkole uczymy się o wielkich ludziach dość wygodnie. Nazwisko, data, odkrycie, zasługi i gotowe. Z czasem powstaje w naszej głowie taki pięknie uporządkowany portret, a człowiek trochę znika za własnym pomnikiem. Maria Skłodowska-Curie była dla mnie właśnie jedną z takich postaci. Polka, genialna uczona, dwukrotna noblistka, kobieta, która dokonała rzeczy niezwykłych w czasach, kiedy kobietom droga do świata nauki zdecydowanie nie była usłana różami. Podziwiałam ją i nadal podziwiam. Tyle że po wysłuchaniu „Marii Skłodowskiej-Curie. Opowieści o mojej matce” Camilli Ringquist patrzę na nią trochę inaczej.
I od razu muszę rozdzielić dwie rzeczy, bo nie chcę zrobić temu audiobookowi krzywdy. Sam audiobook jest naprawdę świetny. To nie jest sucha biografia czy odczytana chronologicznie lista wydarzeń. Historia została opowiedziana z perspektywy Ewy Curie, młodszej córki Marii i Pierre'a, a muzyka fortepianowa towarzysząca opowieści nadaje jej niezwykły, bardzo osobisty charakter. Camilla Ringquist skomponowała nawet specjalną Piano Suite Curie i połączenie słowa z muzyką było dla mnie jednym z największych atutów tego nagrania. Słuchałam z ogromną przyjemnością i pod względem realizacji naprawdę nie mam się do czego przyczepić.
Problem pojawił się gdzie indziej. Im więcej dowiadywałam się o Marii jako człowieku, tym trudniej było mi pogodzić ten obraz z Marią, którą przez lata nosiłam w głowie.
Najmocniej uwierały mnie dwie rzeczy. Pierwsza to jej związek z Paulem Langevinem. Wiem, że historia nie była tak prosta, jak można ją zamknąć w zdaniu „miała romans z żonatym mężczyzną”. Langevin pozostawał w bardzo trudnym małżeństwie i był w separacji z żoną, a ujawnienie jego relacji z Marią w 1911 roku stało się pretekstem do potwornej nagonki na nią, podszytej także ksenofobią. To wszystko warto wiedzieć, zanim zacznie się kogokolwiek osądzać. Mimo tej wiedzy nie potrafię powiedzieć, że ten fragment jej życia jest mi obojętny. Nie jest. Po prostu kłóci się z moim własnym systemem wartości i nic na to nie poradzę.
Jeszcze bardziej zatrzymała mnie jednak jej relacja z Ewą. Może dlatego, że opowieść poznajemy właśnie z perspektywy córki, która wybrała zupełnie inną drogę niż matka i starsza siostra. Ewa nie została naukowcem. Kochała muzykę, została pianistką, później pisarką i dziennikarką. I słuchając o tej rodzinie, coraz częściej myślałam nie o wielkiej noblistce, tylko o dziewczynce dorastającej w cieniu niezwykłej matki. O tym, jak trudno musiało być znaleźć własne miejsce w domu, w którym nauka była czymś niemal naturalnym, kiedy własny świat znajdowało się przy fortepianie.
Nie chcę przy tym wydawać łatwego wyroku, że Maria była „złą matką”, bo byłoby to niesprawiedliwe i zbyt daleko idące. Relacje rodzinne rzadko dają się uczciwie zamknąć w jednym określeniu, a ta historia jest dodatkowo opowiadana z określonej perspektywy. Mogę natomiast powiedzieć, co zrobiła ze mną jako słuchaczką: zrobiło mi się Ewy zwyczajnie żal. I chyba właśnie ten wątek poruszył mnie bardziej niż wszystko inne.
Po skończeniu audiobooka pomyślałam nawet, że trochę żałuję, że go przesłuchałam. Nie dlatego, że był słaby — paradoksalnie było dokładnie odwrotnie. Był na tyle dobry, że skutecznie zburzył mój wygodny, podręcznikowy obraz Marii Skłodowskiej-Curie. A czasem człowiek wolałby jednak zostawić bohatera na piedestale i nie zaglądać mu do domu.
Po chwili doszłam jednak do wniosku, że może właśnie dlatego warto było go wysłuchać. Dojrzałe patrzenie na ludzi chyba polega również na tym, że potrafimy pomieścić dwie prawdy jednocześnie. Maria Skłodowska-Curie była genialną uczoną, której osiągnięć absolutnie nie zamierzam umniejszać. Jej miejsce w historii nauki pozostaje takie samo. Jednocześnie była człowiekiem — ze swoimi wyborami, słabościami, skomplikowanymi relacjami i decyzjami, których nie muszę pochwalać tylko dlatego, że podziwiam jej dokonania.
Czy warto przesłuchać?Tak, zdecydowanie. Tylko nie nastawiałabym się na kolejną opowieść o pomnikowej noblistce. To znacznie bardziej osobiste spotkanie z Marią widzianą oczami córki, pięknie dopełnione muzyką, która naprawdę robi tutaj różnicę. Mnie ten audiobook momentami uwierał i odebrał trochę dawnego zachwytu nad Marią jako człowiekiem, ale jednocześnie przypomniał mi coś ważnego: można podziwiać czyjeś wielkie dokonania i nie podziwiać wszystkich jego życiowych wyborów. Jedno nie unieważnia drugiego.
A może nawet dobrze czasem zejść z kimś z pomnika i spotkać go na chwilę jako zwykłego człowieka. Nawet jeśli to spotkanie nie zawsze jest przyjemne.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)