"Skazany" - Freida McFadden o tym, że prawda nigdy nie jest tak oczywista, jak się wydaje
Dzisiaj rano, kiedy ścieliłam łóżko, zauważyłam książkę leżącą na szafce nocnej. Uśmiechnęłam się, bo pomyślałam, że z Freidą McFadden mam już taki rytuał. Kupuję jej nową książkę, mówię sobie, że przeczytam tylko jeden rozdział... i za chwilę orientuję się, że jest środek nocy.
Mam wszystkie jej książki wydane po polsku. Bez wyjątku. I nawet przez chwilę nie zastanawiam się, czy kupić następną. Po prostu czekam, aż pojawi się zapowiedź kolejnej premiery.
„Skazany” tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że Freida doskonale wie, jak prowadzić czytelnika. Nie zasypuje zwrotami akcji na każdej stronie, nie próbuje szokować na siłę. Robi coś znacznie trudniejszego. Pozwala mi uwierzyć, że już wszystko rozumiem. Że poukładałam sobie tę historię w głowie. A potem jednym ruchem rozsypuje te puzzle i pokazuje, jak bardzo się pomyliłam.
To właśnie uwielbiam w jej książkach. Nie pamiętam drugiej autorki, która z taką konsekwencją potrafiłaby wyprowadzać mnie w pole. Za każdym razem obiecuję sobie, że tym razem będę uważniejsza, że nie dam się nabrać. I za każdym razem kończy się tak samo. Zamykam książkę i śmieję się sama do siebie, bo znowu dałam się zaskoczyć.
Nie chcę opowiadać Wam o fabule, bo w thrillerach psychologicznych to byłaby największa krzywda, jaką można zrobić przyszłemu czytelnikowi. Powiem tylko, że po raz kolejny dostałam dokładnie to, czego oczekuję od Freidy McFadden – napięcie, niepewność i to cudowne uczucie, kiedy już niczego nie jestem pewna.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)