Osłonka na doniczkę za kilka złotych, czyli znowu szkoda mi było wyrzucić
Mam tę przypadłość, że zanim coś wyrzucę, najpierw patrzę na to kilka sekund dłużej, a potem włącza mi się bardzo niebezpieczne: „przecież można coś z tego zrobić”. I właśnie w ten sposób zwykła puszka po kawie zamiast grzecznie trafić do kosza została osłonką na doniczkę. Cała operacja nie wymagała ani wielkich zdolności artystycznych, ani osobnego pokoju do rękodzieła, ani zamówienia siedemnastu specjalistycznych produktów, które później przez trzy lata leżą w szufladzie.
Puszkę dokładnie umyłam, odtłuściłam i pomalowałam farbą, którą już miałam w domu. Chciałam, żeby powierzchnia była trochę nierówna i przypominała kamień lub ceramikę, więc do farby dodałam odrobinę sody oczyszczonej. Można też wymieszać sodę z niewielką ilością kleju i zrobić delikatną strukturę przed malowaniem. Nie chodzi o idealnie gładką powierzchnię, wręcz przeciwnie, tutaj wszystkie nierówności pracują na naszą korzyść, co jest bardzo wygodne dla osób takich jak ja, które lubią tworzyć, ale cierpliwość do perfekcyjnego wygładzania kończy im się mniej więcej po trzecim ruchu pędzla. 😄
Kiedy wszystko wyschło, dodałam kawałek zwykłego sznurka, bez kokardek, błyskotek i miliona ozdobników, bo chciałam, żeby osłonka była prosta i pasowała do mieszkania. Do środka wstawiłam doniczkę z rośliną i nagle puszka, która jeszcze dzień wcześniej nie przedstawiała sobą większej wartości dekoracyjnej, wyglądała całkiem przyzwoicie. Najbardziej lubię właśnie takie domowe DIY: tanie, nieskomplikowane i robione z tego, co akurat mamy pod ręką. Nie trzeba urządzać wielkiego projektu ani spędzać pół dnia przy stole, czasem wystarczy puszka, trochę farby i ten mój odwieczny problem z wyrzucaniem rzeczy, które „jeszcze mogą się przydać”. Tym razem, wyjątkowo, naprawdę się przydały.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)