Czy naprawdę muszę mieć zdanie na każdy temat?
Ostatnio siedziałam przy stole w towarzystwie kilku osób i rozmowa płynęła sobie całkiem przyjemnie, dopóki ktoś nie poruszył tematu, o którym miałam mniej więcej takie pojęcie jak mój fikus o podatkach. Słuchałam więc grzecznie, popijałam herbatę i nawet było mi z tym dobrze, aż nagle wszystkie oczy skierowały się na mnie. Najwyraźniej nadeszła moja kolej na wygłoszenie stanowiska. Mogłam oczywiście zrobić to, co człowiek robi zaskakująco często, czyli zebrać trzy zasłyszane informacje, doprawić je pewnym tonem głosu i stworzyć opinię na poczekaniu. Zamiast tego powiedziałam, że właściwie nie mam na ten temat zdania, bo za mało wiem. Zapadła taka cisza, jakbym właśnie przyznała, że od lat trzymam w piwnicy krokodyla.
Kiedyś taka sytuacja pewnie by mnie speszyła. Miałam przekonanie, że dorosły, świadomy człowiek powinien wiedzieć, co myśli o wszystkim, najlepiej natychmiast i jeszcze umieć tego stanowiska bronić przy stole, w kolejce do lekarza oraz w komentarzach pod artykułem, którego przeczytał jedynie nagłówek. Dzisiaj coraz bardziej podoba mi się zdanie: „Nie wiem wystarczająco dużo, żeby się wypowiadać”. Jest w nim zaskakująco dużo wolności, chociaż przyznaję, że dojście do tego zajęło mi trochę czasu.
Internet dodatkowo przyzwyczaił nas do świata, w którym każda sprawa natychmiast domaga się reakcji. Ktoś coś powiedział, wydarzyło się coś głośnego, pojawił się nowy trend i już po chwili wszyscy dzielą się na obozy, tłumaczą, oceniają oraz przekonują innych, że właśnie ich spojrzenie jest jedynym rozsądnym. Czasem mam wrażenie, że człowiek nie zdąży jeszcze dobrze zrozumieć, co właściwie się wydarzyło, a już powinien mieć opinię, najlepiej mocną, jednoznaczną i nadającą się do napisania wielkimi literami.
Tymczasem odkryłam ogromną przyjemność w niewiedzeniu.
Nie chodzi o obojętność ani chowanie głowy w piasek. Jeśli coś jest dla mnie ważne, chcę czytać, słuchać, sprawdzać i wyrabiać sobie własne zdanie. Tyle że przestałam czuć obowiązek robienia tego w każdej możliwej sprawie. Naprawdę mogę nie wiedzieć, który model samochodu jest najlepszy, czy pewien film zasłużył na wszystkie nagrody i dlaczego pół internetu właśnie kłóci się o rzecz, o której jeszcze wczoraj nikt nie pamiętał. Świat jakoś to znosi, ja również mam się całkiem dobrze.
Jeszcze ciekawsze jest to, że czasami mam zdanie, ale nie czuję potrzeby, żeby je wypowiadać. To dopiero był dla mnie poziom zaawansowany. Dawniej, kiedy ktoś mówił coś, z czym się nie zgadzałam, w mojej głowie natychmiast otwierało się biuro argumentów czynne całą dobę. Pierwszy argument gotowy, drugi już czekał, trzeci właśnie drukował dokumenty. Z czasem zauważyłam jednak, że nie każda różnica zdań wymaga debaty, a spokojne „rozumiem, że tak to widzisz” potrafi oszczędzić człowiekowi czterdziestu minut rozmowy, po której obie strony nadal myślą dokładnie to samo, tylko herbata zdążyła wystygnąć.
Chyba właśnie z wiekiem coraz bardziej doceniam ludzi, którzy potrafią powiedzieć, że czegoś nie wiedzą, muszą się zastanowić albo zwyczajnie nie mają zdania. Nie odbieram tego jako braku zainteresowania światem. Przeciwnie, jest w tym uczciwość, której czasami bardzo mi brakuje. Nikt przecież nie może znać się na wszystkim, rozumieć każdej sytuacji i mieć przemyślanej opinii na każdy temat od cen mieszkań po życie pingwinów na Antarktydzie. Sama mam wystarczająco dużo pracy z ogarnianiem własnego życia, żeby jeszcze pełnić funkcję jednoosobowego centrum opiniowania całej rzeczywistości.
Od tamtej rozmowy przy stole kilka razy zdarzyło mi się powiedzieć po prostu, że nie wiem. Za każdym razem świat nadal się kręcił, nikt nie odebrał mi dowodu osobistego, a ja nie musiałam później zastanawiać się, dlaczego przez dziesięć minut broniłam poglądu, który wymyśliłam trzy minuty wcześniej.
Coraz bardziej lubię tę wersję siebie, która nie musi natychmiast reagować, oceniać i zajmować stanowiska. Może posłuchać, pomyśleć, czasem zmienić zdanie, a czasem w ogóle go nie mieć. Okazuje się, że między „zgadzam się” a „nie zgadzam się” znajduje się całkiem wygodne miejsce, w którym można spokojnie usiąść z herbatą i przyznać przed samą sobą, że nie wszystko trzeba wiedzieć.
I chyba zamierzam tam częściej przesiadywać.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)