Codziennik Zadumanej #11
Obudziłam się dziś z przyjemnym uczuciem, że w mieszkaniu wreszcie da się oddychać. Po ostatnich dniach, kiedy człowiek topił się już od samego myślenia o wyjściu spod prysznica, taki poranek to prawdziwy luksus. Otworzyłam okno i przez chwilę po prostu stałam, ciesząc się chłodem. Chyba dopiero wtedy zrozumiałam, jak bardzo brakowało mi normalnego powietrza.
Plan na dzień miałam ambitny. Chciałam usiąść z kalendarzem, rozpisać kolejne tygodnie, uporządkować pomysły na blog i w końcu zrobić podsumowania, które od kilku dni cierpliwie czekały na swoją kolej. Wszystko pięknie, tylko że w moim domu plany zawsze muszą jeszcze przejść akceptację pewnego rudego kierownika.
Hektor najwyraźniej uznał, że planowanie jest mocno przereklamowane i z pełnym przekonaniem ułożył się dokładnie na moim dzienniku. Nie obok. Nie na fotelu. Nie na parapecie. Na dzienniku. Patrzył na mnie z miną, która mówiła: „No i co mi zrobisz?”. A ja, jak każda rozsądna właścicielka kota, pogodziłam się z porażką.
Skoro planowanie zostało skutecznie zablokowane, postanowiłam zrobić coś, co od dawna chodziło mi po głowie. Wakacyjną czystkę. Kiedyś to była moja mała tradycja. W ferie i w wakacje otwierałam szafy, szafki i pudełka, a potem bez sentymentów rozstawałam się z rzeczami, które tylko zajmowały miejsce.
Przez ostatnie dwa lata odpuściłam. Nie dlatego, że przestałam lubić porządki. Po prostu miałam ich aż nadto. Wakacje upływały mi pod znakiem kartonów, taśmy klejącej i przeprowadzek, więc naprawdę nie miałam ochoty pakować czegokolwiek jeszcze.
Dzisiaj poczułam, że wracam do swojej starej tradycji.
Dwa worki ubrań.
Dwa kartony różnych drobiazgów.
Najciekawsze jest to, że ani przez chwilę nie miałam wrażenia, że coś tracę. Wręcz przeciwnie. Z każdym kolejnym odłożonym swetrem czy pudełkiem robiło mi się jakoś lżej. Chyba dlatego, że od pewnego czasu coraz częściej myślę, iż dom nie powinien być magazynem rzeczy „na wszelki wypadek”. Ma być miejscem, w którym dobrze się żyje.
I wiecie co?
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że porządki nie dotyczą tylko rzeczy. Czasem warto zrobić je także w swoim życiu. Odłożyć na bok to, co od dawna już nam nie służy, przestać nosić w sobie sprawy, do których i tak nie wrócimy, zrobić miejsce na coś nowego. Bo dopóki kurczowo trzymamy się wszystkiego, trudno zauważyć, ile przestrzeni moglibyśmy jeszcze mieć.
A planowanie?
Nie uciekło.
Poczekało grzecznie pod Hektorem. Jak wszystko, co naprawdę ważne.