Czułość dla siebie – jak mogę ją dziś okazać
Czułość długo kojarzyła mi się z kimś innym. Z gestem w stronę drugiego człowieka. Z troską, którą daję, gdy ktoś obok mnie słabnie, martwi się albo potrzebuje wsparcia. Rzadko myślałam o niej w kontekście siebie. A przecież są dni, kiedy to ja potrzebuję delikatniejszego tonu. Własnego spojrzenia bez oceny. Słów, które nie poganiają.
Czułość dla siebie nie jest wielkim gestem. Nie wymaga świec, planu ani specjalnej okazji. Ona zaczyna się w sposobie, w jaki do siebie mówię. Dziś mogę okazać ją tak prosto. Nie skrytykuję się za zmęczenie. Zamiast „powinnam”, powiem „mogę”. Zamiast „znowu nie zdążyłaś”, powiem „zrobiłaś tyle, ile potrafiłaś”. Mogę zrobić przerwę bez tłumaczenia się. Nie odbierać wszystkiego od razu. Nie być dostępna dla świata przez cały dzień.
Coraz bardziej widzę, że czułość dla siebie to nie słabość. To dojrzałość. To świadomość, że jestem człowiekiem, nie projektem do nieustannej poprawy. Że nie muszę zasługiwać na odpoczynek. Że mogę być dla siebie tak dobra, jak potrafię być dla innych.
Może dziś czułość będzie miała małą formę. Jedno łagodniejsze zdanie. Jedną decyzję mniej surową. To wystarczy. Bo czasem największą zmianą nie jest to, co zrobię. Tylko to, jak się ze sobą obchodzę.

