To, co zostawiam tej zimie
Zima zawsze coś ze sobą zabiera. Czasem śnieg. Czasem ciszę długich wieczorów. A czasem coś znacznie ważniejszego - rzeczy, które już nie chcą iść z nami dalej. Ostatnio coraz częściej myślę o tym, co chciałabym zostawić zimie. Nie w sensie wielkich decyzji. Raczej drobnych ciężarów, które nosiłam trochę za długo.
Chciałabym zostawić zimie nadmiar myślenia. Te wszystkie scenariusze w głowie, które nigdy się nie wydarzyły, a potrafiły zmęczyć jak prawdziwe życie.
Chciałabym zostawić zimie potrzebę tłumaczenia się ze wszystkiego. Z wyborów. Z ciszy. Z tego, że czasem wybieram siebie.
Chciałabym zostawić zimie też kilka rozczarowań. Nie po to, żeby o nich zapomnieć. Ale po to, żeby nie nosić ich już codziennie przy sobie.
Zima była dobrym czasem na zatrzymanie. Na przemyślenia. Na spojrzenie na siebie trochę uczciwiej.
Ale czuję, że nie wszystko musi iść ze mną dalej. Niektóre myśli mogą zostać w tych krótkich dniach. Niektóre smutki mogą rozpuścić się razem z ostatnim śniegiem. Bo kiedy przychodzi wiosna - nawet ta jeszcze niepewna - zawsze pojawia się pytanie: z czym chcę iść dalej?
A żeby zrobić miejsce na nowe rzeczy, czasem trzeba coś zostawić za sobą. Może właśnie dlatego tak lubię ten moment między zimą a wiosną. Nie dlatego, że wszystko się zmienia. Ale dlatego, że ja mogę wybrać, co ze sobą zabieram dalej.
