„Dobry człowiek” – kiedy tytuł brzmi zbyt niewinnie

Są książki, które czytasz dla czystej rozrywki. A są takie, które niepostrzeżenie wyciągają cię z fotela i każą wstrzymać oddech, bo nie wiesz, co za chwilę się wydarzy. „Dobry człowiek” Mariusza Kaniosa właśnie tak działa. Nie będę zdradzać fabuły, bo u Kaniosa połowa frajdy to odkrywanie, że to, co wydaje się oczywiste, po kilku stronach wywraca się do góry nogami. Ale powiem tyle: to trzeci tom i widać, że autor zna swoich bohaterów tak dobrze, że mógłby z nimi pić poranną kawę.

Tu nie ma przypadkowych tropów ani szczęścia w stylu „a tu nagle znalazłem dowód pod kanapą”. Bohater nie odpuszcza, dopóki nie doprowadzi sprawy do końca. Czasem wygląda to jak działanie wbrew logice, ale właśnie to nadaje mu ludzkiego wymiaru. Najbardziej wciąga to, że „Dobry człowiek” pokazuje, jak cienka jest granica między wymierzaniem sprawiedliwości a osobistą obsesją. Czytasz i nagle orientujesz się, że kibicujesz wyborom, które wcale nie są krystaliczne moralnie. To ten moment, gdy w zwykły dzień nagle odkrywasz w sobie pragnienie zemsty - choć wiesz, że to nie skończy się dobrze.

Podoba mi się, że Kanios nie idzie w przesadny dramat ani moralizatorstwo. Dostajemy historię, w której napięcie rośnie z każdą stroną, a zakończenie… no cóż, zostawi cię z uczuciem lekkiego niedosytu i pytaniem: „To już?!”.

„Dobry człowiek” to książka dla tych, którzy lubią kryminały inteligentne, trochę mroczne, ale podszyte tym, co najgorsze i najlepsze w człowieku. Po lekturze miałam ochotę zacząć całą serię od początku.

To nie zło mnie przestraszyło. Tylko to, że wygląda znajomo.

Nie wiem, czy to kwestia fabuły, głosu lektora, czy może mojego nastroju. Ale drugi tom Mariusza Kaniosa wszedł mi pod skórę. Tak bez uprzedzenia. I został tam na dłużej, jak zapach dymu po ognisku. Nie miałam planu na tę książkę. Po prostu kliknęłam „play”, zrobiłam herbatę i zaczęłam słuchać. Wydawało mi się, że po pierwszej części wiem, czego się spodziewać. Otóż – nie wiedziałam nic. Bo „Karty zła” to już nie rozmowa o sumieniu. To partia pokera z czymś, co wcale nie wygląda jak potwór.

Wciąga... ale nie tak, jak myślisz

To nie akcja trzymała mnie przy tej historii. To to dziwne uczucie, że gdzieś już to słyszałam. Że takie rzeczy nie dzieją się tylko w książkach. Że zło nie zawsze robi dźwięk. Czasem siedzi cicho. Czasem się uśmiecha. Czasem pyta, czy chcesz jeszcze herbaty.

Każdy nosi jakieś karty

I ja swoje też mam. Może nie są aż tak brudne, ale czy na pewno czyste? To jest ten typ książki, po której zaczynasz się zastanawiać, czy przypadkiem nie przegapiłaś jakiegoś ważnego ruchu. I czy czasem nie grałaś w cudzej grze, nie znając stawki.

To nie jest książka, którą się kończy

To jest książka, którą się nosi. W emocjach, w pytaniach, w tym „co by było, gdyby…”. Nie mam ochoty pisać, że to dobra powieść. Mam tylko potrzebę powiedzieć, że czuję się po niej trochę mniej naiwna. I że to chyba dobrze.

Nie wiem, co bardziej mnie poruszyło – trup, ksiądz czy ja sama? - Mariusz Kanios "Uczynkiem i zaniedbaniem"

To nie będzie recenzja. Bo nie jestem recenzentką. To będzie coś o mnie. O książce, która nie krzyczała, tylko szeptała. O tej pierwszej części, „Uczynkiem i zaniedbaniem”, którą skończyłam i… poczułam coś dziwnego. Nie wiem, czego się spodziewałam, sięgając po książkę, w której trup leży obok koloratki. Może szybkiej akcji, może sensacji. Może detektywa w sutannie jak z filmów klasy B. A dostałam… pytanie. I to takie, które długo nie daje spokoju.


Nie „kto zabił?”, tylko:
„A ty co zrobiłaś, gdy mogłaś coś zrobić?”
I ja wtedy zamilkłam.

Czytałam i co chwila łapałam się na tym, że nie jestem już w tej historii - tylko obok siebie.
Obok tej kobiety, którą byłam, gdy coś przemilczałam.
Obok tej dziewczyny, która wolała nie wtrącać się, nie pytać, nie widzieć.
Bo przecież nie moje. Bo po co się mieszać. Bo i tak nikt nie słucha.

A potem przychodzi ta książka i mówi:
„To też jest wybór.”

No to sobie usiadłam.
To książka, której nie przegadujesz.

Nie zamyka się jej i nie mówi: „Dobra, teraz coś lżejszego”.
Nie.
Bo to nie chodzi o fabułę (choć świetna). Ani o bohatera (choć nieoczywisty).
Tu chodzi o to wszystko, co zostaje, jak już przewrócisz ostatnią stronę.

Nie chcę Wam mówić, że „polecam” - bo to nie pasta do zębów.
Chcę tylko powiedzieć, że jeśli jesteście gotowi na spotkanie z własnym sumieniem, to może to jest właśnie ten moment.

Nie wiem, co zrobiła ze mną ta książka.
Ale na pewno nie zostawiła mnie taką samą.

"Kraina zeszłorocznych choinek": Święta pełne magii, uśmiechu i zapachów ciasteczek

Czy kiedykolwiek marzyłeś, żeby wrócić do krainy dzieciństwa, gdzie śnieg zawsze padał w Wigilię, a choinki błyszczały niczym rozgwieżdżone niebo? Joanna Szarańska w swojej książce "Kraina zeszłorocznych choinek" przenosi nas w sam środek takiej świątecznej baśni, gdzie magia świąt nigdy się nie kończy.


Joanna Szarańska, niczym wirtuoz literatury, tworzy świat, w którym każda strona pachnie świeżo upieczonymi pierniczkami, a bohaterowie są tak bliscy, że chciałoby się z nimi zasiąść przy kominku. 

Autorka z niezwykłym humorem i lekkością pióra rysuje obraz małej społeczności, gdzie każdy zna każdego, a świąteczne tradycje pielęgnowane są z największą starannością. 

"Kraina zeszłorocznych choinek" to nie tylko opowieść o powrotach i rodzinnych więziach, ale także o nadziei i miłości, które potrafią rozświetlić nawet najciemniejsze dni. Joanna Szarańska pokazuje, że magia świąt nie tkwi tylko w prezentach i dekoracjach, ale przede wszystkim w ludziach i relacjach, które tworzymy.

Jeżeli potrzebujesz odrobiny świątecznego nastroju, ciepła i humoru, "Kraina zeszłorocznych choinek" będzie idealnym towarzyszem zimowych wieczorów. Joanna Szarańska serwuje nam literacką ucztę, która sprawi, że poczujesz się jak w domu, niezależnie od tego, gdzie aktualnie jesteś.

Polecam gorąco, bo warto przypomnieć sobie, że święta to czas miłości, ciepła i magii, nawet jeśli choinka jest zeszłoroczna. 

Świąteczna Symfonia Emocji: o książce Joanny Szarańskiej "Dziś Zanucę Ci Kolędę"

Zimowe wieczory mają w sobie magię, której nie sposób uchwycić słowami. Ale jeśli ktoś potrafi to zrobić, to z pewnością Joanna Szarańska w swojej powieści „Dziś zanucę ci kolędę”. Książka ta jest jak ciepły koc, którym owijamy się, kiedy za oknem szaleje zimowa burza. To nie tylko opowieść – to cała symfonia emocji.

Joanna Szarańska pisze z lekkością i humorem, ale także z głębią, która sprawia, że każda strona jest warta przeczytania. Jej opisy zimowego krajobrazu są tak realistyczne, że niemal czujemy śnieg pod palcami, a melodia kolęd unoszących się w powietrzu wprowadza nas w świąteczny nastrój.

"Dziś zanucę ci kolędę" jest idealna lektura na zimowe wieczory, która wprowadzi nas w bożonarodzeniowy nastrój. Każda z postaci jest prawdziwa, z własnymi marzeniami i lękami, co sprawia, że łatwo się z nimi utożsamiać. Proza Joanny Szarańskiej jest jak rozmowa z przyjacielem przy gorącej czekoladzie – ciepła, wciągająca i pełna uroku.

„Dziś zanucę ci kolędę” to książka, którą warto mieć pod ręką w świątecznym okresie. Z pewnością doda magii i ciepła każdemu zimowemu wieczorowi. Jeśli szukacie lektury, która rozgrzeje wasze serca i przeniesie w magiczny świat, nie szukajcie dalej – ta książka jest dla was.

Czytaliście już inne książki Joanny Szarańskiej? Jakie są wasze ulubione świąteczne powieści? Podzielcie się swoimi rekomendacjami w komentarzach!

Regina Brett “Kochaj” – 50 lekcji jak pokochać siebie, swoje życie i ludzi wokół

“Kochaj” – 50 lekcji jak pokochać siebie, swoje życie i ludzi wokół to książka, która wciąga swoją szczerością i mądrością. Autorka, Regina Brett, dzieli się z czytelnikami swoimi doświadczeniami, przemyśleniami i radami na temat miłości – zarówno tej do siebie, jak i do innych.


W swojej książce Regina Brett ukazuje, że miłość jest nie tylko pięknym uczuciem, ale także procesem, który wymaga pracy nad sobą. Oto kilka kluczowych myśli z “Kochaj”:

Miłość do samego siebie: Autorka zachęca do akceptacji własnych ran i niedoskonałości. To dopiero wtedy możemy pokochać siebie w pełni.

Miłość do innych: Brett podkreśla, że miłość nie jest jednoznaczna. Każdy związek, każda relacja jest inna. Ważne jest, aby otaczać się ludźmi, którzy nas wspierają i dodają energii.

Miłość do życia: Autorka dzieli się swoimi przeżyciami, zarówno trudnymi, jak i radosnymi. Każde doświadczenie kształtuje naszą osobowość i pomaga nam pokochać życie w pełni.

Miłość jako energia: Regina Brett opisuje miłość jako ogromną energię, która krąży po świecie. Nie wiemy, kiedy do nas wróci, ale warto ją pielęgnować i dzielić się nią z innymi.

Warto sięgnąć po tę książkę, aby zrozumieć, że miłość jest nie tylko romantycznym uczuciem, ale także drogą do pełni życia. 

Książka "Kochaj" jest inspirująca i pomaga w uzdrawianiu, w procesie samopoznania i akceptacji. Autorka dzieli się swoimi doświadczeniami w sposób, który inspiruje do działania i zmiany.

Regina Brett nie tylko filozofuje na temat miłości, ale także daje konkretne wskazówki, jak ją pielęgnować. Jej lekcje są proste, ale głębokie – od miłości do siebie po miłość do innych.

Książka zawiera wiele osobistych historii autorki, które poruszają serce czytelnika. To nie tylko poradnik, ale także piękna opowieść o życiu.

Cechuje ją uniwersalność tematu: Bez względu na wiek czy życiowe doświadczenia, każdy może znaleźć coś dla siebie w “Kochaj”. To książka dla wszystkich, którzy pragną odkryć piękno miłości w różnych aspektach życia.

“Kochaj” to lektura, która może otworzyć oczy na wartość miłości i pomóc w budowaniu bardziej pełnego i satysfakcjonującego życia.