Podkładki pod kubki z resztek

Jesienne wieczory mają tę przyjemną cechę, że nagle kawa i herbata smakują jakoś lepiej, szczególnie kiedy za oknem robi się chłodno, a człowiek może wreszcie bez wyrzutów sumienia usiąść pod kocem i udawać, że właśnie bardzo intensywnie odpoczywa. Przy okazji pojawia się tylko jeden drobiazg: gorący kubek postawiony na ławie potrafi zostawić po sobie pamiątkę, której zdecydowanie nie planowałam. I właśnie dlatego tym razem zabrałam się za podkładki.

Nie chciałam kupować kolejnego kompletu, skoro w domu znalazłam kilka rzeczy, które spokojnie mogły dostać nowe zadanie. Kawałek korka, małe drewniane krążki, resztki cienkiej deseczki, a nawet stare płytki ceramiczne nadają się do tego idealnie. Wystarczy je dopasować do odpowiedniego rozmiaru, wygładzić brzegi i zdecydować, czy zostawiamy je zupełnie naturalne, czy trochę je zmieniamy.

Najprościej jest z korkiem. Można wyciąć koła albo kwadraty, a jeśli materiał jest cienki, skleić ze sobą dwie warstwy. Drewno wymaga trochę więcej pracy, bo dobrze je delikatnie przeszlifować, a później zabezpieczyć olejem albo bezbarwnym preparatem przeznaczonym do drewna. Nie trzeba przy tym wymyślać skomplikowanych wzorów. Naturalne usłojenie wygląda naprawdę dobrze i często właśnie ono jest najlepszą dekoracją.

Stare płytki ceramiczne dają jeszcze więcej możliwości. Jeśli wzór już jest ciekawy, wystarczy przykleić od spodu kawałek korka albo filcu, żeby nie rysowały stołu. Gładkie można delikatnie pomalować, ale tutaj również jestem zwolenniczką umiaru. Jeden spokojny kolor, prosty motyw albo nawet pozostawienie ich bez żadnych zmian potrafi wyglądać lepiej niż próba zmieszczenia na jednej podkładce całej artystycznej wizji jesieni.

Najbardziej lubię w takich pomysłach to, że nic nie trzeba robić według jednego wzoru. Każda podkładka może być trochę inna, a razem i tak tworzą komplet, zwłaszcza jeśli łączy je podobny kolor albo materiał. Do drewnianych można dodać cienki pasek korka, ceramiczne połączyć z naturalnym sznurkiem przy przechowywaniu, a korkowe zostawić całkiem proste.

I znowu wychodzi na to, że rzeczy odkładane z myślą „może się jeszcze przydadzą” czasami rzeczywiście się przydają. Z kilku resztek, które spokojnie mogłyby wylądować w koszu, powstały podkładki używane niemal codziennie. Proste, praktyczne i dokładnie takie, jakie lubię. A jesienią, kiedy kubek gorącej herbaty staje się niemal wyposażeniem obowiązkowym, trudno o bardziej odpowiednie domowe DIY.

Komentarze