"Zabawa w zabijanie" - Agnieszka Peszek o tym, jak wysoką cenę można zapłacić za popularność
No i stało się. Po „Przez pomyłkę”, „Dziewczynie z wnęki” i „Iluzji doskonałości” dotarłam do czwartego spotkania z Dorotą Czerwińską. Chyba już nawet nie ma sensu udawać, że robię sobie przerwę od Agnieszki Peszek, bo kiedy kończę jedną część, natychmiast jestem ciekawa następnej. Tym razem jednak już sam pomysł na historię sprawił, że pomyślałam: o, to może być naprawdę dobre. I było. „Zabawa w zabijanie” to czwarty tom serii, choć sama autorka zaznacza, że kryminalna historia jest zamknięta i można ją czytać niezależnie. Ja jednak zdecydowanie wolę po kolei, bo dzięki temu znam już Dorotę, jej życie i wszystko to, co dzieje się poza kolejnymi śledztwami.
Tym razem Peszek bierze na warsztat coś bardzo współczesnego: pragnienie popularności. Piątka młodych ludzi dostaje zaproszenie do udziału w niezwykłym programie. Jest szansa na rozpoznawalność, spełnienie marzeń i nagrodę, więc dlaczego nie spróbować? Problem w tym, że uczestnicy zostają wywiezieni w odludne miejsce, a kolejne zadania coraz mniej przypominają niewinną telewizyjną zabawę. I tutaj się zatrzymam, bo naprawdę szkoda odbierać sobie przyjemność odkrywania, dokąd autorka z tym pomysłem pójdzie.
Czytając, pomyślałam sobie, że kiedyś człowiek marzył o dobrej pracy, własnym mieszkaniu albo dalekiej podróży. Dzisiaj do listy marzeń doszło jeszcze jedno: być znanym. Nieważne czasem nawet z czego, byle nazwisko albo twarz zaczęły krążyć po sieci, przybywało obserwujących, a licznik polubień ruszył w górę. Oczywiście nie ma nic złego w prowadzeniu profilu, pokazywaniu swojej pasji czy budowaniu wokół niej społeczności. Sama przecież publikuję w internecie. Problem zaczyna się chyba dopiero wtedy, gdy cudza uwaga staje się tak potrzebna, że dla kolejnego zasięgu jesteśmy gotowi przesuwać własne granice.
I właśnie dlatego „Zabawa w zabijanie” spodobała mi się bardziej, niż początkowo przypuszczałam. Kryminał kryminałem, ale Peszek zadaje przy okazji całkiem niewygodne pytanie: ile jesteśmy gotowi zrobić, jeśli po drugiej stronie czeka popularność? Trochę się ośmieszyć? Dać sobą manipulować? Zrobić coś, czego normalnie nigdy byśmy nie zrobili? A jeśli ktoś będzie tę granicę przesuwał powoli, krok po kroku? Jeszcze jedno zadanie, jeszcze jeden kompromis, przecież zaszliśmy już tak daleko…
W tym tomie jest też coś z programów typu reality show, tylko przepuszczonych przez bardzo mroczny filtr. Uczestnicy są obserwowani, poddawani presji, mają reagować, rywalizować i dostarczać emocji. Tyle że tutaj zabawa przestaje być zabawą. I chyba właśnie ta część historii działa najlepiej, bo wcale nie wydaje się całkowicie oderwana od rzeczywistości. W opiniach czytelników często pojawia się właśnie pochwała oryginalnego pomysłu i aktualnego tematu mediów społecznościowych; zwracana jest też uwaga na pokazany w książce hejt i jego możliwe konsekwencje.
Dorota natomiast przenosi się zawodowo do Warszawy, a razem z nową pracą dostaje również sporą porcję zmian w życiu prywatnym. Jest macierzyństwo, są uczucia i mężczyźni, którzy najwyraźniej nie zamierzają ułatwiać jej życia. Przyznam, że po czterech tomach te prywatne wątki już mnie obchodzą, dlatego cieszę się, że czytam serię po kolei. Można zacząć tutaj, ale wtedy traci się tę znajomość z bohaterką, która powstaje gdzieś pomiędzy kolejnymi zbrodniami.
A sama zagadka? Peszek znowu robi swoje. Dużo się dzieje, historia ma tempo i szybko pojawia się potrzeba przeczytania jeszcze jednego rozdziału. Potem oczywiście następnego, bo przecież po takim zakończeniu nie można odłożyć książki. Na Lubimyczytać „Zabawa w zabijanie” ma obecnie 6,9/10 przy 477 ocenach, a w recenzjach powtarza się zarówno pochwała pomysłu, jak i uwaga, którą pamiętam już z wcześniejszych części: rozwiązanie przychodzi dość gwałtownie i niektórzy czytelnicy chętnie dostaliby kilka stron więcej na finał.
Mnie również można byłoby jeszcze chwilę potrzymać przy zakończeniu, ale tym razem zdecydowanie więcej zostało mi po drodze niż na samym końcu. Bo „Zabawa w zabijanie” jest trochę o nas. O świecie, w którym patrzymy, kto nas obserwuje, kto polubił, kto skomentował i ilu ludzi zobaczyło to, co wrzuciliśmy do internetu. Łatwo się z tego śmiać, dopóki nie zauważymy, jak bardzo te małe cyferki potrafią wpływać na samopoczucie całkiem dorosłych i rozsądnych ludzi.
Czy warto przeczytać?
Tak. I mam wrażenie, że spośród dotychczasowych części ta ma jeden z ciekawszych pomysłów wyjściowych. Jest kryminalna zabawa, jest Dorota, jest napięcie, ale przede wszystkim jest temat, który spokojnie można zabrać ze sobą po zamknięciu książki.
Bo popularność sama w sobie nie jest niczym złym. Gorzej, kiedy przestajemy pytać, dlaczego właściwie tak bardzo jej potrzebujemy i ile jesteśmy gotowi za nią zapłacić.
A ja? Oczywiście już wiem, co będzie dalej. „Gen zabójcy” jest piątym tomem serii. I naprawdę nie będę Was oszukiwać, że po czterech częściach nagle odzyskam silną wolę.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)