Codziennik Zadumanej #35

Drugi dzień szkoły i już wiadomo, że wakacyjna łagodność oficjalnie się skończyła, chociaż pogoda najwyraźniej nie dostała tej informacji i zafundowała nam dzisiaj piękny, ciepły dzień. W szkole powoli wracamy na właściwe tory, a moje drugoklasisty odebrały książki z biblioteki, co natychmiast dostarczyło nam pierwszej wrześniowej zagadki kryminalnej. Książki pojawiły się na stolikach, miały trafić do szafek, odległość wynosiła jakieś kilka metrów, a mimo to niektóre zdołały zaginąć w akcji. Fascynuje mnie dziecięca zdolność do gubienia przedmiotów na przestrzeni, którą dorosły jest w stanie objąć jednym spojrzeniem. Podejrzewam, że gdybyśmy kiedyś odkryli mechanizm tego zjawiska, fizyka musiałaby dopisać kilka nowych rozdziałów do podręczników.

Poza tym szkolna codzienność ruszyła pełną parą, więc pojawiły się dokumenty, potem kolejne dokumenty, a dla urozmaicenia jeszcze trochę dokumentów. Na szczęście pomiędzy papierami były dziecięce opowieści o wakacjach, pokazywanie przywiezionych pamiątek i ten cudowny entuzjazm, z jakim ośmiolatek potrafi opowiadać o czymś, co dorosły zamknąłby w trzech zdaniach. I dobrze, bo dzięki temu szkoła nie składa się wyłącznie z planów, podpisów, formularzy i miejsc, w których należy postawić krzyżyk. Właśnie te historie, śmiech i drobne dziecięce zachwyty przypominają mi, dlaczego mimo całej papierowej otoczki tak bardzo lubię swoją pracę.

Po powrocie do domu postanowiłam jednak zostawić szkołę tam, gdzie jej miejsce, czyli przynajmniej na kilka godzin poza własną głową. Pogoda była zbyt piękna, żeby zmarnować ją na siedzenie w czterech ścianach, więc ruszyłyśmy z Sisi na długi spacer. Po całym dniu słuchania, odpowiadania, pilnowania, organizowania i pamiętania za kilka osób jednocześnie zwyczajne chodzenie przed siebie działa na mnie lepiej niż niejeden wymyślny sposób na relaks. Sisi ma przy tym własną filozofię spacerowania, według której każdy krzaczek zasługuje na szczegółową kontrolę, każda interesująca kępka trawy wymaga zatrzymania, a pośpiech jest wynalazkiem człowieka i nie należy go popierać. Trudno się z nią nie zgodzić.

Po drodze odebrałam jeszcze moje suplementowe zaopatrzenie: omega, probiotyk z prebiotykiem oraz D3 z K2. Człowiek dochodzi do takiego momentu w życiu, kiedy paczka z suplementami cieszy niemal jak kiedyś nowa torebka, i nawet nie wiem, kiedy dokładnie nastąpiła ta przemiana. Wszystko zostało grzecznie ustawione, a ja mogę teraz z pełnym przekonaniem oczekiwać, że skoro już posiadam odpowiedni zestaw kapsułek, to energia, odporność i doskonała forma powinny pojawić się najpóźniej jutro rano. Byłoby miło, bo pranie nie wykazało najmniejszego zainteresowania samodzielnym rozwieszeniem, mieszkanie również nie zamierzało posprzątać się z wdzięczności za mój powrót, a rzeczy na kolejny dzień jakoś uparcie nie chciały przygotować się bez mojego udziału.

Teraz jednak dom powoli przechodzi w tryb wieczorny, a ja mam przed sobą tę część dnia, którą bardzo lubię. Czeka mój czytelniczy kącik i książki, zawsze dwie, bo najwyraźniej jedna to dla mnie zdecydowanie za proste rozwiązanie. Jedna jest dla rozwoju i ducha, żeby czasem zatrzymać myśli przy czymś głębszym, druga wyłącznie dla przyjemności, żebym mogła wejść w cudzą historię i na chwilę zapomnieć o własnych dokumentach, praniu oraz książkach szkolnych posiadających niezwykłą umiejętność teleportacji. Czytam je równolegle, zależnie od nastroju, bo jednego wieczoru potrzebuję czegoś, co zostanie ze mną na dłużej, a innego chcę po prostu przewracać kolejne strony i dobrze się bawić.

Chyba właśnie tak chciałabym prowadzić ten Codziennik również teraz, kiedy szkoła znów zabiera sporą część mojego dnia. Praca jest ważna, lubię ją i trudno byłoby uczciwie opowiadać o swojej codzienności, całkowicie ją pomijając, ale przecież moje życie nie kończy się wraz z ostatnim dzwonkiem. Jest jeszcze Sisi i nasze spacery, dom, książki, moje małe rytuały, kawa, pisanie, zwyczajne obowiązki i te chwile, kiedy wreszcie można przestać patrzeć na zegarek. Może właśnie o to chodzi, żeby pośród wszystkiego, co trzeba zrobić, nie zgubić siebie w drodze od stolika do szafki.

Bo jak pokazuje dzisiejsze doświadczenie moich drugoklasistów, naprawdę różne rzeczy potrafią zaginąć na bardzo krótkim dystansie. 

Komentarze