"Dziewczyna z wnęki" - Agnieszka Peszek o tym, że przeszłość potrafi wrócić wtedy, kiedy najmniej się jej spodziewamy

Dzisiaj miałam taki zwyczajny moment: kawa już prawie wypita, coś jeszcze do zrobienia w domu, a ja zamiast się ruszyć siedziałam z książką i mówiłam sobie, że przeczytam tylko kilka stron. Przy Agnieszce Peszek to jest chyba wyjątkowo ryzykowne założenie, bo krótkie rozdziały robią swoje, a potem człowiek orientuje się, że znowu „jeszcze tylko jeden” zamienił się w dobre pół godziny. Po Przez pomyłkę wiedziałam już, że chcę iść dalej za Dorotą Czerwińską, a Dziewczyna z wnęki tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że moja polska Freida McFadden naprawdę potrafi mnie zatrzymać przy książce.

To drugi tom cyklu i tym razem Dorota jest zdecydowanie bardziej na pierwszym planie. Autorka prowadzi równolegle dwie sprawy – tę współczesną i nierozwiązaną historię sprzed dwudziestu pięciu lat, która dotyka również jej rodziny. Nie będę opowiadała Wam szczegółów, bo właśnie przy takich kryminałach im mniej się wie przed czytaniem, tym lepiej. Powiem tylko, że ten zabieg bardzo mi odpowiadał. Człowiek dostaje jeden trop, za chwilę drugi, zaczyna sobie wszystko układać, jest już prawie dumny ze swojej przenikliwości… i wtedy Peszek grzecznie zabiera mu tę satysfakcję. Recenzenci często podkreślają właśnie wielotorową intrygę, szybkie tempo i to, że finału trudno się domyślić, choć pojawiają się też głosy, że końcówka rozwiązuje część wątków trochę zbyt szybko.

Mnie najmocniej zostało jednak coś innego niż sama zagadka. Niewiedza. Ta książka bardzo dobrze pokazuje, jak potwornie męczące może być życie bez odpowiedzi. Kiedy ktoś znika, kiedy jakaś historia zostaje urwana, kiedy przez lata nie wiadomo, co naprawdę się wydarzyło, człowiek nie ma nawet czego domknąć. Może tworzyć własne wersje, wracać do dawnych rozmów, zastanawiać się, czy czegoś nie przeoczył. I chyba właśnie to jest czasem trudniejsze niż najgorsza prawda – bo prawda przynajmniej stawia kropkę. Sama książka wraca zresztą do tej myśli wprost: najgorsza może być właśnie niewiedza.

Podobało mi się też, że druga część jest mroczniejsza niż Przez pomyłkę. Więcej tu napięcia, mniej poczucia, że czytamy po prostu klasyczne policyjne dochodzenie. Dorota jest już bohaterką, którą znamy trochę lepiej, więc łatwiej wejść również w jej emocje i prywatne uwikłania. Nie wszystko jest idealne i nie każdy dialog brzmi tak naturalnie, jak bym chciała, ale tym razem kompletnie nie przeszkadzało mi to w czytaniu. Chciałam wiedzieć, co dalej. A dla kryminału to chyba najlepszy komplement.

Czy warto przeczytać?

Tak, zdecydowanie. Szczególnie jeśli po Przez pomyłkę polubiliście Dorotę Czerwińską i chcecie zobaczyć, jak ta seria się rozwija. Dla mnie Dziewczyna z wnęki jest nawet bardziej wciągająca od pierwszej części: mroczniejsza, bardziej wielowątkowa i mocniej bawiąca się z czytelnikiem. Zakończenie mogłoby dostać trochę więcej miejsca, ale nie zmienia to faktu, że książkę zamknęłam z bardzo przyjemnym poczuciem: znowu mnie zrobiła w konia.

A skoro przy Agnieszce Peszek zaczynam mieć dokładnie to samo, co przy Freidzie McFadden – pewność, że tym razem na pewno wszystko rozgryzę – to chyba już wiadomo, jak skończy się moje spotkanie z kolejnym tomem. 😄

Komentarze