Stara ramka dostała drugie życie

Mam w domu kilka rzeczy, które od dawna funkcjonują w bardzo wygodnej kategorii „szkoda wyrzucić, na pewno kiedyś coś z tym zrobię”, a ponieważ owo „kiedyś” potrafi trwać całkiem długo, zdążyłam się już przyzwyczaić, że przekładam je z miejsca na miejsce i konsekwentnie udaję, że mam wobec nich jakiś plan. Jedną z takich rzeczy była stara ramka po zdjęciu, zupełnie zwyczajna, trochę już niemodna i zdecydowanie nie taka, którą chciałabym dziś postawić na półce, ale przecież nadal cała, więc wiadomo — nie kwalifikowała się do wyrzucenia.

W końcu doczekała się swojego dnia. Wyjęłam z niej stare zdjęcie, delikatnie przetarłam powierzchnię i przemalowałam ramę na spokojny, jasny kolor, który lepiej pasuje do mojego domu. Nie bawiłam się w idealne przygotowanie godne profesjonalnego renowatora zabytków, bo z zabytkiem również nie miałam do czynienia. Wystarczyło trochę farby, nieduży pędzel i odrobina cierpliwości, chociaż ta ostatnia, jak zwykle przy moich domowych projektach, była składnikiem najbardziej deficytowym.

Największą zabawą okazało się jednak wymyślenie, co włożyć do środka, bo tym razem nie chciałam kolejnego zdjęcia. Możliwości jest mnóstwo i właściwie każda z nich daje zupełnie inny efekt. Można wykorzystać kawałek ładnej tapety, resztkę papieru dekoracyjnego, który został po jakimś wcześniejszym projekcie, prostą grafikę wydrukowaną w domu albo kilka suszonych liści ułożonych na jasnym tle. Ja szczególnie lubię tę ostatnią wersję, bo wygląda naturalnie, spokojnie i nie wymaga kupowania absolutnie niczego poza tym, co już mamy albo znajdziemy podczas spaceru.

Cały sekret polega na tym, żeby nie przesadzić. Jedna gałązka, dwa liście albo ciekawy fragment papieru często wyglądają znacznie lepiej niż próba zmieszczenia w ramce całej kolekcji pomysłów z Pinteresta. Po włożeniu nowego środka moja stara ramka nagle przestała wyglądać jak przedmiot, który od kilku lat cierpliwie czeka na swoją kolej, a zaczęła przypominać dekorację kupioną specjalnie do tego miejsca. I właśnie wtedy człowiek zaczyna patrzeć podejrzliwie na pozostałe ramki stojące w domu, bo przecież każda z nich może być następna. 

Najbardziej lubię takie DIY, które nie wymagają wielkich zakupów, specjalistycznych umiejętności ani całego wolnego weekendu. Stara rzecz dostaje nowe życie, ja mam satysfakcję, że zamiast coś wyrzucić, wykorzystałam to ponownie, a dom zyskuje drobiazg, którego nie ma nikt inny. I chyba właśnie dlatego tak trudno mi potem cokolwiek wyrzucać, bo przecież zawsze istnieje ryzyko, że za pół roku okaże się idealnym materiałem na kolejny pomysł.

Komentarze