Świecznik z tego, co już miałam

Mam chyba wyjątkowy talent do odkładania różnych drobiazgów z myślą, że „kiedyś się przydadzą”. Drewniana podstawka, która od dawna nie miała żadnego konkretnego zajęcia, kilka świec z szuflady, trochę kamyczków i parę gałązek znalezionych podczas spaceru najwyraźniej właśnie doczekały się swojego „kiedyś”. Tym razem nie planowałam wielkiego rękodzielniczego przedsięwzięcia, bo najbardziej lubię te domowe pomysły, które powstają przy okazji i nie kończą się stołem zastawionym klejem, farbami oraz narzędziami, o których istnieniu człowiek jeszcze godzinę wcześniej nie miał pojęcia.

Na drewnianym spodku ustawiłam kilka prostych świec różnej wysokości, a wolne miejsca wypełniłam tym, co akurat miałam pod ręką. Kilka jasnych kamyków, nieduża szyszka, trochę drobnych gałązek i właściwie tyle. Niczego nie przyklejałam, nie mocowałam na wieczność i właśnie to podoba mi się w tym świeczniku najbardziej. Kiedy przyjdzie jesień, między świecami mogą pojawić się szyszki, żołędzie i kawałki kory, zimą kilka świerkowych gałązek, wiosną drobne kamyczki i zieleń, a latem muszelki przywiezione znad morza. Jedna podstawka, a dekoracja może zmieniać się razem z porą roku i moim aktualnym nastrojem, który w kwestii wystroju domu potrafi być zdecydowanie bardziej zmienny niż pogoda.

Przy takich dekoracjach zawsze przypomina mi się, że dom wcale nie potrzebuje ciągle nowych rzeczy. Czasem wystarczy zajrzeć do szafki, pudełka z różnościami albo tej szuflady, którą każdy ma, ale rozsądniej nie pytać, co dokładnie się w niej znajduje. 😄 Nagle okazuje się, że drewniana deseczka, której szkoda było wyrzucić, kilka niedopalonych świec i skarby przyniesione ze spaceru mogą razem wyglądać całkiem dobrze. Do tego nie ma presji, że kompozycja musi pozostać taka sama przez następne pięć lat, bo kiedy mi się znudzi, rozsypuję wszystko, chowam do pudełka i układam od początku.

I chyba właśnie takie tworzenie lubię najbardziej. Bez perfekcyjnego projektu, bez dokładnego odmierzania każdego centymetra i bez przekonania, że efekt końcowy musi wyglądać jak z katalogu. Ma pasować do mojego domu, sprawiać mi przyjemność i wieczorem dawać trochę ciepłego światła. Reszta jest naprawdę mało istotna.

Komentarze