Domowy zapach jesieni
Jesień ma jedną bardzo wygodną cechę - można ją wpuścić do domu, zanim jeszcze pogoda oficjalnie zdecyduje, że przyszła. Nie potrzeba do tego kolejnej dyni, nowej świecy o zapachu „jesienny wieczór pod kocem” ani wyprawy do sklepu po dekoracje, które za dwa miesiące będę próbowała gdzieś upchnąć. Wystarczy zajrzeć do kuchennej szafki, bo cynamon, goździki, pomarańcza i kawa potrafią zrobić dla domowej atmosfery więcej niż niejeden dział z sezonowymi ozdobami.
Najprostsza wersja to pachnący słoik albo niewielka miseczka z suchą mieszanką. Wkładam do niej suszone plastry pomarańczy, dwie lub trzy laski cynamonu, kilka goździków, gwiazdki anyżu i odrobinę ziaren kawy. Z kawą warto zachować umiar, bo ma mocny aromat i bardzo szybko potrafi przejąć dowodzenie nad całą kompozycją. Jeśli lubimy bardziej cytrusowy zapach, można dodać więcej pomarańczy, a jeżeli wolimy korzenny, zwiększyć ilość cynamonu i goździków.
Plastry pomarańczy można oczywiście kupić gotowe, ale można też ususzyć je samodzielnie. Kroję pomarańczę na cienkie plasterki, osuszam papierowym ręcznikiem i suszę w piekarniku w niskiej temperaturze, mniej więcej 70–90 stopni, przez kilka godzin, co jakiś czas je obracając. Drzwiczki można lekko uchylić, żeby wilgoć miała gdzie uciekać. Trzeba tylko pilnować, żeby owoce rzeczywiście dobrze wyschły, ponieważ wilgotne plastry zamknięte później w słoiku mogą spleśnieć, a tego rodzaju jesiennego aromatu zdecydowanie nie planujemy.
Gotową mieszankę trzymam w otwartym słoiku albo naczyniu i od czasu do czasu lekko poruszam składnikami. Zapach jest delikatny i naturalny, nie rozchodzi się po całym mieszkaniu jak perfumeria po eksplozji, ale właśnie to mi się w nim podoba. Kiedy zaczyna słabnąć, można pokruszyć kawałek cynamonu, dorzucić kilka świeżych goździków albo wymienić część pomarańczy. Jeśli mieszanka ma czekać na później, najlepiej przechowywać ją w suchym, szczelnie zamkniętym pojemniku.
Jest też wersja dla tych dni, kiedy chcę, żeby jesień pachniała naprawdę konkretnie. Garnek zapachowy robi się jeszcze prościej. Do niewielkiego garnka wlewam wodę, dodaję kilka plasterków pomarańczy, laskę cynamonu, parę goździków i jedną lub dwie gwiazdki anyżu, a potem podgrzewam wszystko na bardzo małym ogniu. Woda nie musi mocno wrzeć, wystarczy spokojne podgrzewanie, podczas którego aromat zaczyna rozchodzić się po mieszkaniu. Można wykorzystać również skórkę z jabłka, kawałek wanilii albo kilka ziaren kawy, ale tutaj również obowiązuje moja zasada: wszystkiego po trochu, bo nie przygotowujemy przyprawy do grzanego wina dla całego osiedla.
Przy tej wersji jest tylko jedna bardzo ważna sprawa - garnka nie zostawiamy bez nadzoru. Woda podczas podgrzewania odparowuje, więc trzeba regularnie ją uzupełniać, a po zakończeniu wyłączyć kuchenkę. Taka mieszanka służy wyłącznie do nadawania zapachu pomieszczeniu, a nie do picia, nawet jeśli po kilkunastu minutach zaczyna pachnieć podejrzanie apetycznie.
Najbardziej podoba mi się jednak to, że mogę ten zapach zmieniać razem z porą roku i własnym nastrojem. Dziś bardziej pomarańcza i cynamon, za tydzień może jabłko z goździkami, a kiedy przyjdą chłodniejsze wieczory, pewnie dołączy więcej kawy i wanilii. Niczego nie muszę przyklejać, malować ani przechowywać do następnego sezonu. Kilka składników z kuchni wystarczy, żeby dom zaczął pachnieć tak, jak dla mnie powinna pachnieć jesień - ciepło, trochę korzennie i zdecydowanie tak, że człowiek od razu zaczyna się zastanawiać, czy do tego wszystkiego nie przydałoby się jeszcze jakieś ciasto.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)