Jesienny peeling do dłoni
Jesienią dłonie bardzo szybko przypominają mi, że lato się skończyło. Trochę chłodniejszego powietrza, częstsze mycie, wiatr i nagle skóra przestaje współpracować, a krem stojący na półce zaczyna mieć znacznie więcej pracy. Tym razem zamiast kupować kolejny kosmetyk postanowiłam zrobić coś prostego sama. Mały słoiczek peelingu do dłoni, który pachnie jesiennie, wygląda całkiem przyzwoicie i powstaje właściwie z kilku rzeczy, które zwykle już są w domu.
Bazą jest zwykły cukier. Do niego dodaję niewielką ilość oleju, najlepiej takiego, który dobrze sprawdza się na skórze, na przykład migdałowego, kokosowego albo oliwy. Nie wlewam go od razu z rozmachem, bo zamiast peelingu bardzo łatwo zrobić deser o konsystencji zupy. Dodaję po trochu i mieszam, aż całość będzie wilgotna, ale nadal sypka i łatwa do nabierania.
Do jesiennej wersji można dodać wanilię albo naprawdę niewielką ilość cynamonu. Z cynamonem trzeba zachować ostrożność, ponieważ może podrażniać wrażliwą skórę. Jeśli dłonie są suche, popękane albo łatwo reagują zaczerwienieniem, wybrałabym wanilię i cynamon zostawiła do kawy. Można też użyć kosmetycznego olejku zapachowego przeznaczonego do stosowania na skórę, zgodnie z zaleceniami producenta.
Gotową mieszankę przekładam do małego, czystego i całkowicie suchego słoiczka. I właściwie na tym można skończyć, bo tutaj naprawdę nie ma potrzeby dekorowania wszystkiego, co nie zdążyło uciec. Kawałek sznurka wokół zakrętki wystarczy. Jeśli peeling ma być prezentem, można dodać małą papierową zawieszkę z nazwą i krótką informacją, żeby używać go na wilgotne dłonie i dokładnie spłukać.
Sam sposób użycia również nie wymaga instrukcji na trzy strony. Nabieram odrobinę peelingu suchą łyżeczką albo czystymi palcami, delikatnie masuję dłonie, omijając skaleczenia i mocno podrażnione miejsca, a potem wszystko spłukuję ciepłą wodą. Po takim zabiegu dłonie są wyraźnie gładsze, a olej zostawia na skórze przyjemną warstwę.
Robię raczej małą porcję, ponieważ domowy kosmetyk bez konserwantu nie powinien miesiącami stać w łazience. Do słoiczka najlepiej nie wprowadzać wody, bo wilgoć sprzyja rozwojowi drobnoustrojów. Z tego samego powodu wolę przygotować kolejny mały słoiczek niż ambitnie produkować zapas na całą zimę.
Najbardziej podoba mi się jednak to, że z kilku zwyczajnych składników powstaje coś, co naprawdę można wykorzystać. A jeśli przełożymy peeling do ładnego słoiczka i przewiążemy sznurkiem, od razu mamy również prosty drobiazg na prezent. Bez wielkich wydatków, bez plastikowego zestawu kosmetyków kupionego w ostatniej chwili i z całkiem sporą szansą, że osoba obdarowana rzeczywiście go zużyje.
U mnie jesienne tworzenie zdecydowanie zmierza ostatnio w stronę rzeczy, które nie tylko ładnie wyglądają, ale jeszcze się do czegoś przydają. I przyznaję, bardzo odpowiada mi ten kierunek.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)