Codziennik Zadumanej - Hektor, czyli od nocnego terrorysty do eleganta

Pamiętacie, jak opowiadałam Wam o Hektorze, który wykańcza mnie psychicznie, fizycznie i finansowo? Otóż dzisiaj nastąpił kolejny zwrot akcji w naszym domowym serialu. Główny bohater wystąpił w nowej kreacji, a ja oficjalnie awansowałam z nocnej kelnerki na osobistą stylistkę. Proszę spojrzeć na zdjęcie. Elegancik w czerwono-czarnej kracie, mina poważna, spojrzenie pełne godności. Wygląda, jakby właśnie wrócił z ekskluzywnego salonu mody i zastanawiał się, dlaczego nie podano mu jeszcze sosiku. Niestety, za tą stylizacją kryje się historia, która najlepiej pokazuje, że w moim domu nawet koty nie potrafią prowadzić spokojnego życia.

Wszystkiemu winien jest Bubu, mój najmłodszy, niewidomy, szary synuś, którego kiedyś uratowałam i który na co dzień sprawia wrażenie niewiniątka. Otóż ten słodki kawaler odkrył w sobie temperament godny bohatera brazylijskiej telenoweli. Obiektem jego wyjątkowo intensywnych uczuć został właśnie Hektor. Bubu regularnie urządza mu miłosne zasadzki, wskakuje na niego, chwyta zębami za kark i najwyraźniej uważa, że tak wygląda prawdziwa namiętność. Hektor natomiast, choć na co dzień potrafi terroryzować mnie samym miauczeniem, w tej sytuacji okazuje się wyjątkowo mało stanowczy. Efekt tych romantycznych uniesień jest taki, że na karku rudego pojawiły się ranki i strupki, a ja musiałam wkroczyć do akcji.

I tak oto zostałam projektantką odzieży ochronnej dla kota. Zakupiłam koszulkę, która ma zabezpieczać podrażnioną skórę, dopóki wszystko spokojnie się nie zagoi. Przyznam, że kiedy zobaczyłam Hektora w tej czerwono-czarnej kracie, przez chwilę zapomniałam o całym zamieszaniu. Wygląda obłędnie! Trochę jak szkocki arystokrata, trochę jak model z jesiennego katalogu, a trochę jak ktoś, kto właśnie został przebrany wbrew swojej woli i zamierza złożyć oficjalną skargę. Jego mina mówi wszystko. Gdyby mógł, prawdopodobnie zażądałby adwokata, odszkodowania i dodatkowej porcji galaretki za poniesione straty moralne.

Najzabawniejsze jest jednak to, że Bubu, mimo braku oczu, doskonale wie, gdzie znaleźć Hektora. Ja czasami szukam okularów, które mam na głowie, a on bez najmniejszego problemu lokalizuje obiekt swoich westchnień. Najwyraźniej miłość rzeczywiście nie potrzebuje wzroku, chociaż w naszym przypadku przydałoby się jej trochę więcej rozsądku i zdecydowanie mniej zębów.

Tak więc do moich dotychczasowych obowiązków doszły kolejne: pilnowanie, żeby Bubu nie urządzał następnych miłosnych schadzek, kontrolowanie stanu Hektorowego karku i dbanie o garderobę poszkodowanego. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że prowadzenie domu pełnego zwierząt polega głównie na karmieniu, sprzątaniu i przytulaniu. Dzisiaj wiem, że trzeba mieć również kwalifikacje pielęgniarki, mediatora rodzinnego, ochroniarza i specjalisty od kocich związków uczuciowych. A wszystko to oczywiście bez wynagrodzenia i z własnym cateringiem dla podopiecznych.

Patrzę teraz na mojego rudego eleganta i myślę sobie, że życie naprawdę ma niezwykłe poczucie humoru. Człowiek planuje spokojny wieczór z książką, a tymczasem musi rozwiązywać problemy sercowe dwóch kocurów i organizować pokaz mody w salonie. I chyba właśnie dlatego nigdy nie jest u mnie nudno. Zawsze znajdzie się ktoś, kto przewróci moje plany do góry nogami, a potem spojrzy tak niewinnie, że trudno się na niego gniewać.

A dzisiejsza refleksja? Miłość jest piękna, ale nawet w największym uczuciu potrzebne są granice. Warto o tym pamiętać również w ludzkich relacjach, bo troska, bliskość i przywiązanie nie powinny nikogo ranić. Czasami trzeba powiedzieć stanowcze „dość”, a czasami po prostu założyć ochronną koszulkę i przeczekać trudniejszy okres.

Hektor na razie wybrał drugą opcję. Bubu zapewne już planuje kolejne spotkanie, a ja zastanawiam się, czy nie powinnam kupić rudemu jeszcze jednej koszulki na zmianę. Bo skoro już mamy w domu ofiarę nieszczęśliwej miłości, to niech przynajmniej cierpi elegancko. 😁

Komentarze