"3kąt" - Agnieszka Peszek o tym, jak daleko można się posunąć w imię przyjaźni

Miałam już przecież wiedzieć, czego spodziewać się po Agnieszce Peszek. Kilka jej książek za mną, znajomość z Dorotą Czerwińską zakończona, pierwszy tom nowej serii przeczytany, więc wydawałoby się, że autorka nie powinna mieć większych szans na zaskoczenie mnie. A jednak! Po „40. Raków” sięgnęłam po „3kąt”, czyli drugą część cyklu „Ona”, i znowu przekonałam się, że moja polska Freida McFadden nie zamierza ułatwiać mi życia. Zresztą sama jestem sobie winna, bo kiedy widzę nazwisko Peszek na okładce, rozsądek podpowiada, żeby najpierw skończyć wszystkie zaległe sprawy, a ja oczywiście zaczynam czytać. Potem pozostaje już tylko zastanawiać się, dlaczego znowu jest tak późno.

Tym razem historia rozpoczyna się od znalezienia ciała kobiety w domu znanego muzyka. Gospodarz twierdzi, że nie zna ofiary i nie pamięta żadnego spotkania z nią, co oczywiście nie ułatwia pracy policjantom. Sprawą zajmują się Bartosz Bogucki i Maksymilian Obrębski, których poznaliśmy już w poprzedniej części. Jakby jedno skomplikowane śledztwo było mało, pojawiają się kolejne zbrodnie, a gdzieś w pobliżu znów działa tajemnicza Ona, kobieta mająca własne wyobrażenie o sprawiedliwości. Agnieszka Peszek prowadzi kilka wątków równocześnie, stopniowo odsłaniając powiązania między ludźmi i wydarzeniami. I oczywiście robi wszystko, żebym nie mogła zbyt szybko poczuć się mądrzejsza od bohaterów.

Najbardziej zainteresował mnie jednak motyw przyjaźni trzech mężczyzn, sięgającej dzieciństwa, oraz lojalności, która dawno przekroczyła rozsądne granice. Przyjaźń kojarzy nam się przecież z czymś dobrym, z zaufaniem, wsparciem i pewnością, że w trudnej chwili ktoś stanie po naszej stronie. Tylko czy prawdziwy przyjaciel powinien bronić nas również wtedy, kiedy robimy coś złego? Czy dochowanie tajemnicy nadal jest dowodem lojalności, jeżeli oznacza milczące przyzwolenie na cudzą krzywdę? W „3kącie” słynne „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” nabiera naprawdę niepokojącego znaczenia.

Podczas czytania pomyślałam o tym, jak łatwo pomylić lojalność z uzależnieniem od drugiego człowieka. Czasami znajomość trwa tak długo, że ludzie przestają zastanawiać się, czy nadal łączy ich coś dobrego. Wspólne wspomnienia, dawne obietnice i sekrety potrafią stać się więzieniem, z którego trudno się wydostać, zwłaszcza kiedy każdy wie o pozostałych zbyt wiele. Przecież nie każda relacja, która przetrwała wiele lat, musi być wartościowa. Bywa, że trzyma nas przy kimś już tylko przyzwyczajenie, poczucie obowiązku albo strach przed konsekwencjami odejścia. Peszek pokazuje tę ciemniejszą stronę bliskości i robi to w sposób, który skłania do zastanowienia się nad granicami przyjaźni.

Ciekawie wypada również powracający wątek Onej. To bohaterka, wobec której trudno zachować jednoznaczne uczucia. Jej sposób rozumienia sprawiedliwości budzi sprzeciw, a jednocześnie autorka potrafi tak poprowadzić historię, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad motywami jej postępowania. Właśnie ten moralny niepokój lubię w kryminałach najbardziej. Łatwo potępić kogoś, kto robi rzeczy straszne, dopóki nie poznamy okoliczności, które doprowadziły go do określonych decyzji. Zrozumienie przyczyn nie oznacza jednak usprawiedliwienia czynów. I chociaż towarzyszyło mi już podczas lektury „40. Raków”, tutaj wróciło w nieco innym kontekście.

Podoba mi się również to, że Bogucki i Obrębski stopniowo stają się kimś więcej niż policjantami rozwiązującymi kolejną zagadkę. Poznajemy ich prywatne sprawy, obserwujemy relacje i widzimy, jak wydarzenia zawodowe wpływają na codzienne życie. Nie wszystkie fragmenty mają jednakowe tempo i przyznam, że momentami miałam ochotę delikatnie popędzić bohaterów, żeby wrócili do tego, co najbardziej mnie interesowało. Na szczęście Agnieszka Peszek potrafi skutecznie podtrzymywać ciekawość. Co jakiś czas podrzuca kolejny szczegół, zmienia perspektywę albo pokazuje wydarzenie w takim świetle, że wcześniejsze przypuszczenia trzeba zweryfikować. A ja, jak zwykle, z ogromnym zapałem próbowałam wszystko poukładać. Z różnym skutkiem, ale przecież nie będę się tym publicznie chwalić.

Największą zaletą „3kąta” pozostaje dla mnie połączenie kryminalnej zagadki z historią o ludzkich wyborach. Można potraktować tę książkę jako rozrywkę pełną morderstw, tajemnic i policyjnych dochodzeń, ale pod spodem kryje się coś znacznie bardziej niewygodnego. Przekonanie, że robimy coś dla przyjaciela, dla dobra innych albo w imię sprawiedliwości, bywa bardzo wygodnym usprawiedliwieniem własnego postępowania. Człowiek potrafi przecież znaleźć całkiem rozsądne wyjaśnienie nawet dla rzeczy, których nigdy nie zaakceptowałby u kogoś obcego. I chyba właśnie ta umiejętność oszukiwania samego siebie jest bardziej przerażająca niż niejeden morderca z kryminału.

Czy polecam „3kąt”? Tak, szczególnie osobom, którym spodobało się „40. Raków”. Drugi tom rozwija losy znanych bohaterów, wprowadza nową zagadkę i pozostawia wystarczająco dużo niedopowiedzeń, żeby trudno było zakończyć znajomość z tą serią. Sama radziłabym czytać książki po kolei, bo choć śledztwo stanowi odrębną historię, wcześniejsze wydarzenia mają znaczenie dla zrozumienia postaci. Nie wszystkie rozwiązania wydały mi się równie przekonujące, ale czytałam z przyjemnością i z zainteresowaniem śledziłam, dokąd autorka prowadzi swoich bohaterów.

A teraz czeka na mnie „Je2bnik”, trzeci tom serii „Ona”. Nazwa brzmi tak, że człowiek od razu zastanawia się, co też Agnieszka Peszek znowu wymyśliła. Po dwóch częściach powinnam już chyba wiedzieć, że lepiej niczego nie zakładać. Moja polska Freida McFadden najwyraźniej dobrze się bawi, a ja razem z nią.

Komentarze