"Idealne morderstwo" - Charlie Donlea o tym, że prawda potrafi czekać dwadzieścia lat, zanim upomni się o swoje
Z moimi książkowymi wyborami jest ostatnio tak, że wystarczy mi interesujący tytuł, obietnica dobrej zagadki i już zaczynam negocjacje z własnym sumieniem. Przecież pranie może poczekać, kurz nie ucieknie, a obiad da się przygotować trochę później. Gorzej, kiedy książka ma prawie pięćset stron, a ja po kilkudziesięciu zaczynam podejrzewać, że autor zaplanował mi zajęcie na znacznie dłużej, niż przewidywałam. Tym razem sprawcą całego zamieszania został Charlie Donlea i jego „Idealne morderstwo”. Przyznaję, że tytuł od razu uruchomił moją wyobraźnię. Bo czy naprawdę istnieje zbrodnia doskonała? A może wystarczy odpowiednio długo ukrywać prawdę, żeby wszyscy przestali jej szukać?
Charlie Donlea zabiera nas do świata, w którym przeszłość nie zamierza pozostać przeszłością, a jedno śledztwo potrafi uruchomić całą lawinę wydarzeń. I robi to w dość szczególny sposób, ponieważ punktem wyjścia staje się tragedia, którą pamięta niemal cały świat.
Victoria Ford miała romans ze znanym pisarzem Cameronem Youngiem. Kiedy mężczyzna zostaje znaleziony martwy w swojej luksusowej posiadłości, podejrzenia niemal natychmiast padają na kochankę. Dowody wydają się przytłaczające. Ślady DNA Victorii znajdują się na miejscu zbrodni, a okoliczności śmierci pisarza nie pozostawiają śledczym wielu powodów, by szukać sprawcy gdzie indziej.
Tyle że Victoria nie doczeka procesu. Ginie 11 września 2001 roku podczas zamachów na World Trade Center. W ostatniej rozmowie telefonicznej z siostrą błaga ją, by udowodniła jej niewinność.
Mija dwadzieścia lat. Nowoczesne badania DNA pozwalają zidentyfikować kolejną ofiarę zamachów. Jest nią właśnie Victoria Ford, a jej historia ponownie trafia na pierwsze strony gazet.
W tym momencie na scenę wkracza Avery Mason, ambitna dziennikarka telewizyjna i prowadząca popularny program informacyjny. Avery doskonale wie, jakie historie przyciągają widzów. Tajemnicza śmierć znanego pisarza, oskarżona kochanka, tragiczne wydarzenia 11 września i siostra, która przez dwie dekady walczy o dobre imię zmarłej? Trudno wyobrazić sobie temat bardziej atrakcyjny dla mediów.
Avery postanawia przyjrzeć się sprawie. Szybko jednak okazuje się, że nie tylko Victoria miała coś do ukrycia. Sama dziennikarka również nosi w sobie tajemnicę, której ujawnienie mogłoby zniszczyć wszystko, na co pracowała.
I właśnie tutaj historia zaczyna robić się naprawdę interesująca.
Podczas czytania najbardziej zastanawiałam się nad tym, jak łatwo przyjmujemy czyjąś winę za pewnik. Wystarczy kilka mocnych dowodów, odpowiednio przedstawiona historia i przekonanie, że przecież wszystko do siebie pasuje. Victoria Ford miała motyw, pozostawiła ślady na miejscu zbrodni, a jej związek z zamordowanym mężczyzną był daleki od niewinności. Czy to wystarczy, żeby uznać ją za morderczynię?
Nie chcę zdradzać odpowiedzi, ponieważ właśnie wokół tego pytania autor buduje jedną z najważniejszych zagadek. Warto jednak zastanowić się, ile razy w prawdziwym życiu wydajemy wyroki na podstawie informacji, które ktoś nam podał. Widzimy nagłówek, słyszymy fragment wypowiedzi, poznajemy kilka szczegółów i już wydaje nam się, że wiemy wszystko.
A przecież między tym, co wygląda na prawdę, a tym, co rzeczywiście się wydarzyło, może istnieć ogromna przepaść.
Donlea umiejętnie wykorzystuje tę niepewność. Pokazuje, jak trudno wrócić do sprawy sprzed dwudziestu lat, kiedy część świadków nie żyje, wspomnienia się zacierają, a niektórym ludziom bardzo zależy na tym, żeby nikt nie zadawał kolejnych pytań.
W dodatku Victoria nie może już opowiedzieć swojej wersji wydarzeń. Pozostała po niej tylko rozpaczliwa prośba skierowana do siostry i dokumenty śledztwa, które wydawało się zakończone, zanim ktokolwiek zdążył naprawdę zakwestionować jej winę.
Avery jest jedną z tych bohaterek, do których nie od razu można poczuć sympatię. Ambitna, inteligentna, pewna siebie i bardzo świadoma tego, jak funkcjonuje świat mediów. Potrafi rozpoznać temat, który zainteresuje miliony widzów, i wie, jak wykorzystać go zawodowo. Nie zawsze kieruje się wyłącznie chęcią odkrycia prawdy. W jej decyzjach widać również kalkulację, pragnienie sukcesu i potrzebę utrzymania pozycji, którą z takim trudem zdobyła.
Nie uważam jednak, żeby czyniło ją to mniej interesującą. Wręcz przeciwnie. Lubię bohaterów, którzy nie są jednoznaczni, a ich motywacje bywają skomplikowane. Avery ma swoje słabości, popełnia błędy i nie zawsze postępuje tak, jak oczekiwałabym od osoby zajmującej się dziennikarstwem śledczym.
Najciekawsze jest jednak to, że kobieta, która zawodowo zajmuje się odkrywaniem cudzych sekretów, sama żyje w cieniu własnej przeszłości. I w pewnym momencie czytelnik zaczyna zastanawiać się, czy jej zainteresowanie historią Victorii wynika wyłącznie z dziennikarskiej ambicji.
Ten podwójny wymiar opowieści bardzo mi się spodobał. Śledzimy dochodzenie dotyczące dawnego morderstwa, ale jednocześnie poznajemy kolejne fragmenty życia Avery. Początkowo te wątki mogą wydawać się odległe, jednak z czasem zaczynamy dostrzegać, dlaczego autor poświęca im tyle miejsca.
Nie sposób pisać o „Idealnym morderstwie”, pomijając wydarzenia 11 września 2001 roku. Charlie Donlea wykorzystuje zamachy na World Trade Center jako ważny element fabuły. To właśnie ta tragedia sprawia, że historia Victorii zostaje na dwadzieścia lat zawieszona między oskarżeniem a możliwością udowodnienia niewinności.
Przyznam, że ten pomysł wywołał we mnie mieszane emocje. Z jednej strony jest niezwykle interesujący pod względem konstrukcji kryminału. Z drugiej trudno zapomnieć, że mówimy o rzeczywistym dramacie tysięcy ludzi i ich rodzin. Wykorzystywanie autentycznych tragedii w literaturze sensacyjnej zawsze wymaga od autora pewnej ostrożności.
Donlea skupia się przede wszystkim na fikcyjnych bohaterach i konsekwencjach wydarzeń sprzed lat. Pokazuje również, jak ogromne znaczenie dla rodzin ofiar może mieć samo zidentyfikowanie szczątków bliskiej osoby. Dwadzieścia lat oczekiwania na potwierdzenie śmierci, dwadzieścia lat życia z pytaniami, na które nikt nie potrafi odpowiedzieć. To perspektywa, nad którą trudno przejść obojętnie.
W przypadku Victorii dochodzi jeszcze jedno cierpienie. Jej siostra Emma nie może spokojnie pożegnać zmarłej, ponieważ przez wszystkie te lata żyje z przekonaniem, że Victoria została niesłusznie oskarżona. Chce nie tylko odzyskać siostrę w symbolicznym sensie, ale również przywrócić jej dobre imię.
I właśnie ten rodzinny wymiar historii nadaje całej zagadce dodatkowego znaczenia.
„Idealne morderstwo” nie jest książką, w której autor koncentruje się wyłącznie na jednej zbrodni. Mamy tutaj kilka wątków, różne perspektywy i bohaterów, którzy stopniowo ujawniają swoje prawdziwe intencje. Z czasem okazuje się, że sprawa Victorii jest tylko częścią znacznie większej układanki.
Podoba mi się taki sposób budowania thrillera, chociaż wymaga od czytelnika większej uwagi. Trzeba zapamiętywać szczegóły, zwracać uwagę na pozornie nieważne rozmowy i nie przywiązywać się zbyt mocno do pierwszych podejrzeń. Donlea potrafi zaskakiwać, a niektóre informacje pojawiają się w momentach, kiedy wydaje się, że zaczynamy już rozumieć całą historię.
Nie oznacza to jednak, że powieść jest pozbawiona słabszych stron. Ma prawie pięćset stron i chwilami tę objętość naprawdę czuć. Autor wraca do niektórych ustaleń, przypomina okoliczności zbrodni i dość szczegółowo prowadzi poboczne wątki. Nie zawsze było mi to potrzebne. Momentami miałam ochotę powiedzieć: dobrze, już pamiętam, co wydarzyło się dwadzieścia lat temu, teraz poproszę o coś nowego!
Rozumiem też czytelników, którym niektóre rozwiązania fabularne mogą wydać się zbyt wygodne. Donlea lubi komplikować sytuację, a później układać kolejne elementy w efektowną całość. Czasami wymaga to zaakceptowania zbiegów okoliczności, które w prawdziwym życiu niekoniecznie zdarzałyby się tak często.
Z drugiej strony właśnie ta wielowątkowość sprawia, że trudno odłożyć książkę w drugiej części. Kiedy poszczególne historie zaczynają się ze sobą łączyć, pojawia się przyjemne czytelnicze napięcie. Chce się wiedzieć, co autor przygotował dalej i czy nasze przypuszczenia mają cokolwiek wspólnego z prawdą.
Bardzo zainteresował mnie również wątek telewizyjnej kariery Avery. Donlea pokazuje świat, w którym dramat drugiego człowieka może stać się doskonałym materiałem na program, sposobem na zdobycie widzów i argumentem podczas negocjacji zawodowych.
Nie jest to szczególnie optymistyczny obraz mediów, ale trudno uznać go za całkowicie oderwany od rzeczywistości. Wystarczy spojrzeć, jak wielkim zainteresowaniem cieszą się historie kryminalne, dokumenty o niewyjaśnionych morderstwach czy podcasty analizujące autentyczne zbrodnie.
Sama przecież uwielbiam kryminały i thrillery. Lubię rozwiązywać zagadki, zastanawiać się nad motywami sprawców i poznawać mechanizmy ludzkiego zachowania. Jednocześnie mam świadomość, że za prawdziwymi historiami kryminalnymi stoją ludzie, dla których nie są one fascynującą rozrywką, ale największą tragedią życia.
W powieści Donlei ta granica między poszukiwaniem prawdy a wykorzystywaniem cudzej krzywdy staje się szczególnie interesująca. Avery musi podejmować decyzje, które wpływają nie tylko na jej karierę, lecz także na życie innych osób. I nie zawsze jest oczywiste, czy kieruje się właściwymi pobudkami.
To jeden z tych elementów książki, które zostają w pamięci dłużej niż sama zagadka kryminalna.
Najbardziej przewrotne w tytule tej powieści jest dla mnie słowo „idealne”. Bo co właściwie miałoby oznaczać idealne morderstwo? Takie, w którym sprawca nigdy nie zostaje wykryty? Takie, w którym wszystkie dowody wskazują na niewłaściwą osobę? A może takie, po którym nikt nawet nie podejrzewa, że doszło do zbrodni?
Nie zamierzam zdradzać, dlaczego autor zdecydował się właśnie na taki tytuł. Mogę jedynie powiedzieć, że jego znaczenie nabiera szczególnej wymowy, kiedy poznajemy całą historię.
Dla mnie „Idealne morderstwo” jest przede wszystkim opowieścią o tajemnicach. O tym, jak bardzo ludzie potrafią komplikować sobie życie, próbując ukryć własne decyzje, i jak daleko są gotowi się posunąć, żeby przeszłość nie zniszczyła ich teraźniejszości. Każdy z bohaterów ma coś do stracenia. Niektórzy chcą odzyskać dobre imię bliskiej osoby, inni bronią swojej pozycji, a jeszcze inni za wszelką cenę próbują zachować kontrolę nad wydarzeniami.
Przy okazji autor przypomina, że upływ czasu nie zawsze oznacza zamknięcie sprawy. Dwadzieścia lat może zmienić niemal wszystko: ludzi, ich relacje, możliwości technologiczne i sposób patrzenia na dawne wydarzenia. Ale nie musi sprawić, że prawda przestanie istnieć.
Moim zdaniem warto, szczególnie jeśli lubicie rozbudowane thrillery z zagadkami sprzed lat, dziennikarskim śledztwem i bohaterami, którzy nie mówią całej prawdy. Charlie Donlea przygotował historię pełną sekretów, fałszywych tropów i niespodzianek, które stopniowo zmieniają obraz wydarzeń.
Nie jest to jednak książka idealna, mimo tytułu. Początek wymaga cierpliwości, niektóre fragmenty mogłyby zostać skrócone, a pewne zwroty akcji są bardziej efektowne niż prawdopodobne. Jeżeli ktoś oczekuje bardzo oszczędnego, realistycznego kryminału, może poczuć się nieco zmęczony liczbą wątków.
Jeśli natomiast lubicie historie, w których z każdą kolejną stroną odkrywacie, że wiecie znacznie mniej, niż początkowo sądziliście, Donlea ma sporo do zaoferowania.
Najbardziej zapamiętam z tej książki nie samą zbrodnię, lecz pytanie o to, jak długo można żyć w cieniu cudzych oskarżeń i własnych sekretów. Historia Victorii Ford pokazuje, że czasami śmierć odbiera człowiekowi nie tylko przyszłość, ale również możliwość obrony własnego imienia. A historia Avery przypomina, że nawet najbardziej starannie zbudowane życie może okazać się kruche, jeśli jego fundamentem są przemilczenia.
Zamykając „Idealne morderstwo”, pomyślałam też o tym, jak bardzo lubimy wierzyć, że każda zagadka ma jedno proste rozwiązanie. W książkach kryminalnych zwykle możemy liczyć na odpowiedzi. W rzeczywistości bywa z tym znacznie trudniej.
A jeśli chodzi o moje domowe obowiązki, które cierpliwie czekały podczas lektury? Cóż, na szczęście kurz nie prowadzi śledztwa i nie wypomina mi, ile czasu spędziłam z książką. Przynajmniej na razie.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)