Zima obnaża prawdę o relacjach

Zimą relacje przechodzą cichy test. Bez zaproszeń na grilla. Bez długich wieczorów na tarasie. Bez „wpadajmy gdzieś, bo jest jasno i miło”. Zimą dzwoni się inaczej. Albo wcale. Nie ma pretekstu. Nie ma planów „przy okazji”. Jest zwykły dzień, krótki wieczór i pytanie: „Czy chce mi się zadzwonić tylko po to, żeby być?” I nagle robi się bardzo jasno.

Bo są ludzie od słońca. Od śmiechu na zewnątrz. Od zdjęć, wyjść, kalendarza pełnego planów. I są ludzie od zimy. Od herbaty. Od „jak się masz?” bez pośpiechu. Od bycia, kiedy nic się nie dzieje. Zima nie zabiera relacji. Ona je porządkuje. Pokazuje, kto dzwoni, kiedy nie ma atrakcji. Kto pisze, gdy dzień jest zwyczajny. Kto potrafi posiedzieć w ciszy, bez potrzeby rozrywki. I wcale nie chodzi o to, żeby kogokolwiek rozliczać.

Ludzie są różni. Jedni są na lato. Inni są na zimę. A jeszcze inni - na całe życie.

Z wiekiem coraz bardziej cenię tych „zimowych”. Tych, przy których nie muszę być w formie. Nie muszę mieć planu. Nie muszę świecić. Wystarczy, że jestem.

Bo prawda jest taka, że najważniejsze relacje nie potrzebują fajerwerków. One trzymają ciepło wtedy, gdy za oknem biało, cicho i zwyczajnie. A jeśli ktoś jest z Tobą właśnie wtedy - to naprawdę jest z Tobą.

Komentarze