Styczeń w journalu – nowy rok bez pośpiechu
Nowy rok lubi hałas. Listy postanowień, wielkie słowa, szybkie decyzje i to ciche poczucie, że już powinnam coś zmieniać. A ja coraz częściej myślę, że styczeń wcale nie jest od startowania z biegu. On jest od oswajania nowego. Dlatego właśnie journaling w styczniu ma dla mnie szczególną moc. Nie po to, żeby planować idealne życie. Nie po to, żeby się poprawiać. Ale po to, żeby posłuchać siebie - po roku, który był jaki był, i przed rokiem, który jeszcze niczego nie wymaga. Zapisane myśli porządkują głowę. Jedno zdanie potrafi zdjąć napięcie. Jedna strona w zeszycie bywa cenniejsza niż dziesięć ambitnych celów. Poniżej zostawiam tematy na każdy dzień stycznia. Nie traktuj ich jak obowiązku. Potraktuj je jak zaproszenie do rozmowy z samą sobą, spokojnej, szczerej i bez ocen.
-
Nowy rok - z czym wchodzę, a czego już nie niosę.
-
Cisza po świętach - co we mnie wybrzmiewa.
-
Zimowy poranek - jak naprawdę zaczynam dzień.
-
Moje tempo - czy pozwalam sobie na wolniej.
-
Jedno słowo na rok - jakie chcę mieć przy sobie.
-
Czego już nie muszę - ulga w odpuszczaniu.
-
Dom zimą - gdzie czuję się bezpiecznie.
-
Zmęczenie - co mi mówi, gdy go nie zagłuszam.
-
Mała radość dnia - taka zupełnie niepozorna.
-
Nowy początek - czym on dla mnie naprawdę jest.
-
Ciało w styczniu - czego dziś potrzebuje.
-
Cisza - czy potrafię w niej pobyć.
-
Wdzięczność bez fanfar - trzy zwyczajne rzeczy.
-
Moje granice - gdzie chcę je postawić łagodniej.
-
Zima w środku mnie - co jest w uśpieniu.
-
Lęki nowego roku - zapisane tracą moc.
-
Oczekiwania - które są moje, a które cudze.
-
Dzień bez planu - jak się w nim czuję.
-
Mały sukces - taki, który często pomijam.
-
Relacje - gdzie chcę więcej ciepła.
-
Zatrzymanie - co się dzieje, gdy nie przyspieszam.
-
Moje „teraz” - bez poprawiania.
-
Nadzieja - cicha, ale obecna.
-
Co mnie karmi - duchowo, emocjonalnie.
-
Zgoda na siebie - w jakim miejscu dziś jestem.
-
Początek bez presji - jak może wyglądać.
-
Wdzięczność za drogę - nie tylko za cel.
-
Czego chcę się uczyć - nie dla wyników, dla siebie.
-
Zaufanie - do życia, do Boga, do procesu.
-
Styczeń - co mi już pokazał.
-
Intencja - z czym chcę iść dalej.
Styczeń nie musi być idealny. Nie musi być produktywny, głośny ani ambitny. Może być prawdziwy. Journaling w tym czasie jest jak rozmowa przy stole, przy którym nikt się nie spieszy. Zadajesz pytanie. Słuchasz odpowiedzi. I pozwalasz sobie być dokładnie tam, gdzie jesteś. Jeśli zapiszesz w styczniu choć kilka stron - to już wystarczy. Bo nowy rok nie zaczyna się od planu. Zaczyna się od uważności.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)