Przeprowadzka, która ocaliła
Są decyzje, których człowiek nie planuje - ale które zmieniają wszystko. Moja przeprowadzka była dokładnie taka. Nie z marzeń, nie z zachwytu, nie z wygody. Z potrzeby ratunku. Kiedy zamykałam za sobą drzwi tamtego życia, czułam, jak pęka coś, co długo udawałam, że trzyma mnie w całości. A jednocześnie - pierwszy raz od dawna mogłam oddychać.
Nowe miejsce nie uzdrawia od razu. Nie wymazuje przeszłości, nie skleja serca w jeden dzień. Ale daje przestrzeń, w której można na nowo usłyszeć siebie. W Piastowie uczyłam się prostych rzeczy: wstać rano z łóżka bez ciężaru w klatce, zaparzyć kawę dla siebie, nie „bo trzeba”, poczuć, jak to jest, kiedy dzień nie zaczyna się bólem.
Z czasem odkryłam, że ta przeprowadzka nie była ucieczką. Była wyborem życia. Decyzją o tym, że nie będę stała w miejscu, które mnie rani. Że zasługuję na spokój. Na jasne okno. Na oddech, którego nikt mi nie zabiera.
To tutaj zrozumiałam, że siła nie polega na trwaniu za wszelką cenę. Siła polega na odejściu. Na postawieniu granicy. Na powiedzeniu: „Chcę inaczej”.
Przeprowadzka nie była wygodna ani łatwa. Ale była ocaleniem. Cichym, prostym, codziennym. I za każdym razem, kiedy wracam do mojego mieszkania, wiem jedno: Urósł tu ktoś, kto jeszcze kilka lat temu w siebie nie wierzył. I to chyba największy cud tej historii.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)