Jedno słowo na rok - jakie chcę mieć przy sobie

Nie chcę listy celów. Nie chcę planu rozpisanego na dwanaście miesięcy. Ten rok chcę przejść inaczej - z jednym słowem, które będzie mi towarzyszyć, a nie mnie poganiać. Moje słowo na ten rok to: Wzrastam. Nie „muszę”. Nie „powinnam”. Nie „naprawiam się”. Po prostu - wzrastam.

Wzrastam w spokoju. Uczę się nie reagować od razu, nie brać wszystkiego na siebie, nie walczyć tam, gdzie wystarczy odpuścić. Spokój nie jest u mnie brakiem emocji. Jest wyborem. Codziennym, czasem trudnym, ale coraz bardziej świadomym.

Wzrastam w odwadze bycia sobą. Nie tą wersją, która wszystkim pasuje. Nie tą, która się dopasowuje, tłumaczy i przeprasza za istnienie. Wzrastam w zgodzie na to, kim jestem naprawdę - z moją wrażliwością, ciszą, tempem i granicami.

Wzrastam powoli. Jak coś, co potrzebuje czasu, światła i cierpliwości. Nie wszystko widać od razu. Nie każdy dzień przynosi efekt. Ale każdy dzień coś we mnie umacnia.

To słowo nie stawia mi poprzeczki. Ono mnie podtrzymuje. Przypomina, że nawet wtedy, gdy stoję w miejscu, coś we mnie dojrzewa. Że wzrost nie zawsze jest spektakularny - czasem jest cichy i ukryty.

Chcę nosić to słowo przy sobie w dniach dobrych i w tych trudniejszych. Kiedy będę miała wrażenie, że wracam do punktu wyjścia. Kiedy zabraknie mi pewności. Kiedy będę potrzebowała przypomnienia, że jestem w drodze.

Wzrastam.
W spokoju.
W odwadze bycia sobą.
I to jest dokładnie tyle, ile na ten rok potrzebuję.

Komentarze