Nie muszę być silna cały czas
Przez wiele lat wydawało mi się, że siła to obowiązek. Że mam się trzymać, uśmiechać, działać, podnosić po każdym upadku jakby nigdy nic. Że moja wartość zależy od tego, jak dobrze potrafię ukryć zmęczenie. A potem życie zaczęło mnie uczyć czegoś innego. Zaczęło pokazywać, że siła bez odpoczynku boli. Że udawanie prędzej czy później pęka. Że w środku może być cicho, ale wcale nie spokojnie.
Zrozumiałam, że nie muszę być silna cały czas. Że mogę usiąść. Mogę się zatrzymać. Mogę przyznać: „Jest mi trudno”. I to wcale nie odbiera mi wartości - przeciwnie, daje mi przestrzeń, by być prawdziwą. Siła bez łagodności staje się twardością. A ja nie chcę twardnieć. Chcę dojrzewać. Siła to także umiejętność poproszenia o pomoc. Zadbania o siebie. Zgody na to, że nie wszystko ogarnę, nie wszystko zrobię, nie wszystko udźwignę.
Najpiękniej czuję to wtedy, kiedy pozwalam sobie na słabość. Na odpoczynek. Na dzień, który nie jest produktywny. Na myśl: „Mogę odpuścić”. Bo prawda jest taka, że świat nie zawali się od mojej jednej przerwy. A ja - jeśli jej nie zrobię - mogę zawalić się sama.
Dlatego dzisiaj wybieram inną siłę. Tę, która jest cicha. Prawdziwa. Łagodna. I która nie wymaga ode mnie bycia bohaterką każdego dnia.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)