Nie idealne święta, tylko prawdziwe
Co roku obiecuję sobie, że tym razem przygotuję wszystko wcześniej. Że dom będzie lśnił, potrawy wyjdą jak z rodzinnego albumu, a ja będę siedzieć zadowolona przy choince, popijając herbatę jak bohaterka reklamy. I co roku… wychodzi inaczej. Kiedyś mnie to męczyło. Myślałam, że to świadczy o mojej nieudolności, braku ogarnięcia, o tym, że „wszyscy inni” mają lepszą rękę do świąt. Tylko im dłużej żyję, tym bardziej widzę, że idealne święta nie istnieją. Istnieją tylko prawdziwe, a te rzadko wyglądają jak na obrazkach.
Prawdziwe święta czasem pachną chaosem. Czasem zmęczeniem. Czasem niedokończonym sprzątaniem, które musiało poczekać, bo życie akurat wróciło z kolejną niespodzianką.
Prawdziwe święta mają w sobie ciszę - nie tę wymuszoną, ale tę, która przychodzi po całym tym zamieszaniu. Tę, kiedy siadasz na chwilę i czujesz, że choć wiele rzeczy nie wyszło, to jednak najważniejsze się wydarzyło: tylko tu jesteś.
Prawdziwe święta mogą być zwykłe. Bez wyprasowanych obrusów i miliona potraw. Bez biegania na złamanie karku i robienia z siebie siłaczki, która „musi” wszystko ogarnąć. Czasem najpiękniej jest wtedy, gdy odpuścisz. Gdy zamiast polerować idealny obrazek, wybierzesz obecność. Bo tak naprawdę nie chodzi o to, żeby wszystko błyszczało. Chodzi o to, żeby serce nie zgasło.

Pięknie to napisałaś. Dla mnie święta w tym roku zmieniają znaczenie. Będą też inne niż do tej pory. Myślenie faktycznie zmienia się z przeżytymi latami, ale także z doświadczeniami. Pozdrawiam i życzę przede wszystkim spokojnych i zdrowych świąt.
OdpowiedzUsuń