Codziennik Zadumanej #5
Wiecie, są takie dni, które wyglądają tak, jakby ktoś reżyserował je według scenariusza: „Czasem słońce, czasem deszcz”. I nie mam tu na myśli tylko pogody.
Od rana zdążyłam już przeżyć mały zawał. Zmywarka oznajmiła mi swoim zachowaniem, że chyba postanowiła zakończyć wspólne życie. Stałam przed nią, patrzyłam z niedowierzaniem i już w głowie liczyłam, ile kosztuje nowa. Na szczęście po chwili łaskawie stwierdziła, że jednak będzie żyć. Chociaż... nie jestem przekonana, czy to nie był dopiero początek jej agonii. Na razie zawarłyśmy rozejm.
Potem pogoda zaczęła bawić się ze mną w chowanego. Słońce. Deszcz. Słońce. Deszcz. Gdybym nie wiedziała, że jestem w Polsce, pomyślałabym, że mieszkam gdzieś na planie bollywoodzkiego filmu.
A kiedy wydawało mi się, że nic więcej mnie dziś nie zaskoczy, spojrzałam na balkon.
Tam swoje dzieło sztuki pozostawił Hektor.
Rudy gangster.
Kwiaty, które jeszcze niedawno pięknie rosły, zostały potraktowane z taką fantazją, jakby przeszło przez nie tornado... tylko bardziej futrzaste. Zebrałam to, co ocalało, i zamiast się złościć, wstawiłam do małego wazonika. Patrzę na nie teraz i dochodzę do wniosku, że nawet po spotkaniu z kotem wyglądają całkiem uroczo.
Może z nami jest podobnie.
Nie każdy dzień układa się idealnie. Czasem coś się zawiesi. Czasem coś się połamie. Czasem ktoś – na przykład kot – skutecznie pokrzyżuje nasze plany. Ale jeśli uda się na koniec dnia znaleźć kilka ocalałych kwiatów, kubek dobrej herbaty i powód do uśmiechu, to chyba znaczy, że ten dzień wcale nie był stracony.
I właśnie za to lubię pisać pozytywny pamiętnik.
Nie dlatego, że wszystkie dni są piękne.
Tylko dlatego, że nawet w tych najbardziej pokręconych można znaleźć coś, co warto zapamiętać.
A Hektor? Cóż... śpi teraz tak spokojnie, jakby od rana ratował świat, a nie urządzał zamach na balkonowe kwiaty.
I spróbujcie mi powiedzieć, że koty nie mają poczucia humoru. 😄
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)