Kartka z dobrym słowem

Zawsze wydawało mi się, że największą wartość mają prezenty, które zostają z człowiekiem na dłużej. Nie dlatego, że są drogie albo efektownie zapakowane, ale dlatego, że ktoś poświęcił im swój czas. Dzisiaj, kiedy wszystko można zamówić jednym kliknięciem, właśnie czas staje się chyba najcenniejszym prezentem, jaki możemy komuś podarować. Dlatego od jakiegoś czasu coraz bardziej lubię robić kartki z dobrym słowem.

Nie są idealne. Czasem litery nie wychodzą równo, sznurek zawiązuje się trochę krzywo, a klej uparcie chce znaleźć się tam, gdzie nie powinien. I wiecie co? To chyba właśnie najbardziej mi się w nich podoba. Wyglądają tak, jakby zrobił je człowiek, a nie maszyna.

Najczęściej zaczynam od jednego zdania. Czasem jest to cytat z książki, który został ze mną na długo. Innym razem kilka prostych słów zapisanych na kartce podczas porannej herbaty. Zdarza się też, że najpierw wybieram papier, a dopiero potem przychodzi myśl, którą chciałabym komuś podarować. To trochę jak rozmowa. Nie wszystko da się zaplanować od początku do końca.

Uwielbiam zaglądać do pudełka z drobiazgami, które większość osób pewnie dawno by wyrzuciła. Kawałki papieru pakowego, resztki wstążek, stare koronki, drewniane guziki, sznurek jutowy, zasuszone listki, maleńkie gałązki. Dla kogoś to zbieractwo. Dla mnie skarbnica pomysłów. Nigdy nie wiadomo, co przyda się przy kolejnej kartce.

Najzabawniejsze jest to, że kiedy zaczynam coś tworzyć, zupełnie przestaję patrzeć na zegarek. Miałam przecież tylko wyciąć jeden prostokąt z papieru, a chwilę później zastanawiam się, czy lepiej będzie wyglądał mały bukiecik z suszonych kwiatów, czy może jednak lniany sznurek przewiązany na kokardkę. Tak właśnie mijają kolejne minuty, a ja orientuję się, że świat przez ten czas świetnie poradził sobie beze mnie.

Lubię też wyobrażać sobie moment, w którym ktoś otworzy kopertę. Może uśmiechnie się do przeczytanego cytatu. Może schowa kartkę do książki albo przypnie ją magnesem do lodówki. A może po kilku miesiącach znajdzie ją przypadkiem w szufladzie i znowu przeczyta zapisane na niej słowa. Myśl, że coś zrobionego przy moim stole może kiedyś poprawić komuś humor, jest chyba najlepszą motywacją do tworzenia.

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że ręcznie robione kartki nie są tylko dekoracją. To sposób na powiedzenie komuś: „Pomyślałam o Tobie”. W świecie pełnym gotowych produktów i błyskawicznych wiadomości taki mały kawałek papieru potrafi znaczyć zaskakująco dużo. I może właśnie dlatego wciąż do nich wracam.

Bo kiedy siadam z nożyczkami, papierem i kubkiem herbaty, nie chodzi już tylko o stworzenie ładnej kartki. Chodzi o chwilę spokoju, o radość z robienia czegoś własnymi rękami i o przekonanie, że dobre słowa mają największą moc wtedy, gdy są podarowane z serca. Może następnym razem zamiast kupować kolejną gotową kartkę, usiądę przy stole i zrobię ją sama. Nawet jeśli kokardka znowu wyjdzie trochę krzywo. Podejrzewam, że właśnie dzięki temu będzie najpiękniejsza.

A Ty? Zachowujesz kartki i liściki, które kiedyś dostałaś od bliskich, czy raczej należysz do osób, które po czasie robią porządki?

Komentarze