Codziennik Zadumanej #72 - Wczoraj Kraków, dziś cisza, której tak bardzo potrzebujemy

Miałam dzisiaj pisać o czymś zupełnie innym. Niedziela, spokojny poranek, kawa, może książka, trochę domowych przyjemności. Zwykle właśnie takie drobiazgi trafiają do mojego codziennika, bo przecież życie składa się przede wszystkim ze zwyczajnych chwil. Ale od wczoraj trudno mi myśleć o czymkolwiek innym niż o tym, co wydarzyło się w Krakowie. Sześć osób straciło życie, wiele zostało rannych, a rodziny, które jeszcze wczoraj rano miały swoje plany na weekend, znalazły się w rzeczywistości, której nikt nie powinien doświadczać.


Kraków. Miasto, które kojarzy się z historią, pięknymi uliczkami, spacerami po Rynku, turystami, kawiarniami i ludźmi cieszącymi się wolnym czasem. Właśnie tam, w samym sercu miasta, rozegrała się tragedia. Trudno pojąć, jak w jednej chwili zwyczajna sobota może zamienić się w dramat. Ktoś wyszedł na spacer, ktoś umówił się na spotkanie, ktoś chciał po prostu miło spędzić popołudnie. Nie wiedzieli, że dla części z nich będzie to ostatni dzień życia.

Dzisiaj i jutro obowiązuje w Polsce żałoba narodowa. I ja również chcę przeżyć te dni w duchu żałoby. Spokojniej, ciszej, bez rozrywek i bez udawania, że nic się nie wydarzyło. Nie dlatego, że ktoś mi tak nakazał, ale dlatego, że zwyczajnie czuję taką potrzebę. Chcę zatrzymać się na chwilę, pomodlić za tych, którzy zginęli, za rannych walczących o zdrowie i za wszystkich, których życie wczoraj rozsypało się na kawałki.

Najbardziej porusza mnie myśl o rodzinach ofiar. O tych telefonach, których nikt nie chciałby odebrać. O niedokończonych rozmowach, wspólnych planach i pustych miejscach przy stole. Jeszcze wczoraj ktoś czekał na powrót bliskiej osoby, a dzisiaj musi zmierzyć się z wiadomością, której nie sposób przyjąć spokojnie. Nie potrafię nawet wyobrazić sobie ogromu ich cierpienia. I chyba nie muszę. Wystarczy pamiętać, że za każdą informacją o liczbie ofiar stoją konkretni ludzie, ich twarze, imiona i całe historie.

Myślę też o tych, którzy znaleźli się na miejscu tragedii. O policjantach, ratownikach, lekarzach i zwyczajnych przechodniach, którzy zamiast uciekać, ruszyli z pomocą. W chwilach największego zagrożenia można zobaczyć zarówno przerażające oblicze człowieka, jak i ogrom dobra, odwagi oraz bezinteresowności. I właśnie tej drugiej strony ludzkiej natury bardzo potrzebuję się dzisiaj trzymać. Bo gdybyśmy pozwolili, żeby takie wydarzenia odebrały nam wiarę w ludzi, zło zabrałoby nam jeszcze więcej.

Od wczoraj zastanawiam się również nad tym, jak kruche jest nasze poczucie bezpieczeństwa. Wychodzimy rano z domu, planujemy zakupy, spotkania, wycieczki, narzekamy na pogodę, korki i drobne niedogodności. Zakładamy, że wieczorem wrócimy do swoich mieszkań, nastawimy czajnik i opowiemy komuś, jak minął dzień. I dobrze, że tak żyjemy. Nie dałoby się przecież funkcjonować, gdybyśmy każdego ranka zastanawiali się, czy bezpiecznie wrócimy. Ale takie tragedie boleśnie przypominają, że codzienność, którą tak często traktujemy jak coś oczywistego, jest ogromnym darem.

Jeszcze kilka dni temu pisałam o listopadowych spacerach przez cmentarz, o fotografiach na nagrobkach i o tym, że za każdym nazwiskiem kryje się człowiek. Dzisiaj ta myśl wraca do mnie ze szczególną siłą. Nie chcę, żeby ofiary wczorajszej tragedii pozostały w naszej pamięci jedynie liczbami z wiadomości. Każda z tych osób miała swoje życie, bliskich, marzenia i plany. Każda zasługuje na pamięć, szacunek i modlitwę.

Wiem, że w internecie już pojawiają się komentarze, oskarżenia, domysły i próby tłumaczenia tego, czego na razie nie rozumiemy. Ja nie chcę w tym uczestniczyć. Od ustalania faktów są odpowiednie służby, a od osądzania sprawcy właściwe instytucje. Myślę, że w takich chwilach szczególnie ważna jest odpowiedzialność za słowa. Łatwo napisać coś pod wpływem emocji, powtórzyć niesprawdzoną informację albo zamienić czyjeś cierpienie w kolejną internetową dyskusję. A przecież rodziny ofiar potrzebują dzisiaj przede wszystkim spokoju, współczucia i wsparcia.

Jestem osobą wierzącą, dlatego naturalną odpowiedzią na takie wydarzenia jest dla mnie modlitwa. Nie mam odpowiedzi na pytanie, dlaczego dochodzi do podobnych tragedii. Nie potrafię znaleźć słów, które mogłyby przynieść ukojenie wszystkim dotkniętym tym dramatem. Mogę jednak powierzyć ich Bogu i prosić o siłę dla tych, którzy muszą teraz zmierzyć się z niewyobrażalnym bólem. O zdrowie dla rannych, o mądrość dla lekarzy, o wytrwałość dla ratowników i o pokój dla rodzin, których życie już nigdy nie będzie takie samo.

Dzisiaj mój dom będzie trochę cichszy. Nie zamierzam rezygnować z codziennych obowiązków ani z drobnych gestów życzliwości, ale chcę świadomie ograniczyć to, co mogłoby zagłuszyć refleksję. Zapalę świecę, pomodlę się i pobędę przez chwilę w ciszy. Czasami właśnie cisza jest najbardziej odpowiednią odpowiedzią na wydarzenia, wobec których brakuje słów.

A później zapewne przytulę moje zwierzaki, zrobię sobie herbatę i pomyślę z wdzięcznością o tym, że jestem u siebie, w bezpiecznym domu. Że mogę zadzwonić do bliskich, zapytać, jak się czują, usłyszeć znajomy głos. Takie zwyczajne rzeczy, o których na co dzień niemal nie myślimy, dzisiaj nabierają zupełnie innego znaczenia.

Nie chciałabym jednak kończyć tego wpisu wyłącznie smutkiem. Wierzę, że nawet po najciemniejszych wydarzeniach człowiek potrzebuje nadziei. Nadziei, że ranni wrócą do zdrowia, że rodziny ofiar znajdą wokół siebie ludzi gotowych je wspierać, że jako społeczeństwo potrafimy być razem również wtedy, kiedy nie mamy łatwych odpowiedzi.

Niech dzisiejsza i jutrzejsza żałoba będą czymś więcej niż opuszczonymi flagami i odwołanymi wydarzeniami. Niech staną się okazją do okazania solidarności, do większej uważności na drugiego człowieka i do zastanowienia się, jak wiele znaczą nasze codzienne gesty.

Bo choć nie mamy wpływu na wszystko, co wydarza się na świecie, mamy wpływ na to, ile dobra pozostawiamy po sobie każdego dnia.

Dzisiaj moje myśli i modlitwy są z Krakowem. Z tymi, którzy odeszli, z rannymi, z ich rodzinami i ze wszystkimi, którzy wczoraj przeżyli chwile grozy.

Niech zmarli odpoczywają w pokoju. Niech cierpiący otrzymają potrzebną pomoc. A nam wszystkim niech nigdy nie zabraknie wrażliwości na drugiego człowieka.

Komentarze