„Śmierć czarnej wdowy” - James Patterson i J.D. Barker o tym, jak obsesja potrafi pochłonąć całe życie.
Moje zamiłowanie do thrillerów sprawia, że coraz trudniej mnie zaskoczyć, choć autorzy najwyraźniej nie zamierzają rezygnować z prób. Przyzwyczaiłam się do mrocznych tajemnic, niebezpiecznych bohaterów i zakończeń, po których trzeba na chwilę odłożyć książkę, żeby uporządkować sobie wszystko w głowie. Tym razem sięgnęłam po „Śmierć czarnej wdowy”, napisaną wspólnie przez Jamesa Pattersona i J.D. Barkera, spodziewając się porządnego thrillera kryminalnego. Dostałam historię pełną brutalności, obsesji i zaskakujących wydarzeń, która rzeczywiście potrafiła mnie wciągnąć, ale chwilami wystawiała moją cierpliwość na poważną próbę. Książka mi się podobała, jednak w pewnym momencie zaczęłam odnosić wrażenie, że autorzy postanowili wykorzystać wszystkie pomysły, jakie przyszły im do głowy, nie zastanawiając się, czy każdy z nich jest rzeczywiście potrzebny.
Historia rozpoczyna się od wydarzenia, które na zawsze odmienia życie młodego policjanta Waltera O’Briena. Podczas jednego ze swoich pierwszych dyżurów trafia on na miejsce brutalnej zbrodni, gdzie odnajduje martwego mężczyznę oraz młodą kobietę, Amy Archer. Dziewczyna twierdzi, że była więziona i torturowana, a swojego oprawcę zabiła w obronie własnej. Walter ma zapewnić jej pomoc, jednak Amy znika w niewyjaśnionych okolicznościach. To krótkie spotkanie staje się początkiem wieloletnich poszukiwań, ponieważ policjant nie potrafi zapomnieć o tajemniczej kobiecie, a kolejne wydarzenia utwierdzają go w przekonaniu, że jej historia kryje coś znacznie bardziej niepokojącego, niż początkowo przypuszczał.
Sam pomysł na śledztwo rozciągnięte na kilkadziesiąt lat bardzo przypadł mi do gustu. Obserwujemy człowieka, którego życie stopniowo zostaje podporządkowane jednej nierozwiązanej sprawie. Walter dojrzewa, zdobywa doświadczenie zawodowe, zmienia się jego sytuacja osobista, ale wspomnienie Amy nieustannie powraca i wpływa na podejmowane decyzje. Początkowo jego determinacja wydaje się zrozumiała, jednak z czasem przeradza się w obsesję, która odbiera mu możliwość spokojnego spojrzenia na własne życie. Właśnie ten psychologiczny wymiar powieści zainteresował mnie najbardziej, ponieważ pokazuje, jak łatwo człowiek może zatracić się w dążeniu do celu, który stopniowo zaczyna przesłaniać wszystko inne.
Amy Archer została wykreowana na postać niezwykle tajemniczą. Początkowo poznajemy ją jako ofiarę brutalnego przestępstwa, młodą kobietę, której należałoby współczuć i zapewnić bezpieczeństwo. Kolejne informacje sprawiają jednak, że jej obraz zaczyna się zmieniać, a czytelnik coraz trudniej odnajduje się w sprzecznych sygnałach dotyczących jej przeszłości i prawdziwej natury. Autorzy umiejętnie wykorzystują tę niepewność, stopniowo odsłaniając następne fragmenty zagadki. Przyznaję, że przez sporą część książki właśnie Amy była dla mnie największym powodem, żeby czytać dalej. Z czasem jednak jej niezwykłość zaczęła być podkreślana tak intensywnie, że chwilami trudno było mi traktować ją jak wiarygodną postać literacką.
Największe zaskoczenie przyniósł kierunek, w którym rozwinęła się fabuła. Początkowo wszystko wskazywało na brutalny thriller kryminalny z rozbudowanym śledztwem, tajemniczą kobietą i policjantem próbującym rozwiązać sprawę, która nie daje mu spokoju. Stopniowo historia zaczęła jednak nabierać coraz wyraźniejszych cech horroru, a elementy nadprzyrodzone całkowicie zmieniły charakter opowieści. Nie mam nic przeciwko łączeniu gatunków, ponieważ dobrze napisany thriller z domieszką grozy potrafi być wyjątkowo interesujący. W tym przypadku odniosłam jednak wrażenie, że autorzy momentami tracili umiar, dokładając kolejne niezwykłe wydarzenia i coraz bardziej skomplikowane wyjaśnienia. Zamiast narastającego napięcia pojawiło się zmęczenie nadmiarem atrakcji, ponieważ trudno bez końca reagować z takim samym zaangażowaniem na następne dramatyczne odkrycia.
Najbardziej szkoda mi tego, że punkt wyjścia był naprawdę znakomity i sam w sobie wystarczyłby do stworzenia wciągającej powieści. Tajemnicze zniknięcie młodej kobiety, wieloletnie poszukiwania i policjant, który nie potrafi uwolnić się od przeszłości, stanowiły materiał na historię pełną psychologicznego napięcia. Nie potrzebowałam aż tylu dodatkowych komplikacji, ponieważ już samo obserwowanie stopniowego narastania obsesji Waltera mogło dostarczyć wystarczająco dużo emocji. Tymczasem w pewnym momencie miałam wrażenie, że autorzy bardziej koncentrują się na wymyślaniu niespodzianek niż na pogłębianiu relacji między bohaterami. Zaczęło mi brakować satysfakcji, którą odczuwam podczas czytania dobrze skonstruowanego thrillera, kiedy pozornie nieistotne szczegóły układają się w logiczną całość.
Nie oznacza to jednak, że książka była nudna, ponieważ pod względem tempa autorom trudno odmówić umiejętności. Krótkie rozdziały, dynamiczne sceny i umiejętnie dawkowane informacje sprawiają, że lektura posuwa się szybko, a zakończenia poszczególnych fragmentów skutecznie zachęcają do przeczytania kolejnych stron. Wielokrotnie odkładałam książkę z zamiarem zajęcia się czymś innym, po czym wracałam do niej, ponieważ ciekawość zwyciężała nad rozsądkiem. Patterson kojarzy mi się z literaturą nastawioną na akcję, natomiast Barker z mroczniejszą atmosferą i zainteresowaniem ludzką psychiką. W ich wspólnej powieści odnajduję oba te elementy, chociaż nie zawsze tworzą one równie harmonijną całość.
Po zamknięciu książki pomyślałam, że największą siłą „Śmierci czarnej wdowy” jest w gruncie rzeczy bardzo ludzka historia człowieka, który nie potrafi uwolnić się od przeszłości. Wszystkie nadprzyrodzone elementy, brutalne zbrodnie i sensacyjne zwroty akcji stanowią rozbudowane tło dla opowieści o obsesji, utraconych możliwościach i potrzebie odnalezienia odpowiedzi. Walter przez lata szuka kobiety, która stała się dla niego najważniejszą zagadką życia, ale jednocześnie stopniowo traci możliwość spojrzenia na własne doświadczenia z dystansu. Ten wątek zostanie ze mną na dłużej, ponieważ dotyka czegoś znacznie bardziej uniwersalnego niż fantastyczne wydarzenia przedstawione w powieści.
Ostatecznie oceniam „Śmierć czarnej wdowy” jako interesującą, momentami bardzo wciągającą, ale zdecydowanie przesadzoną powieść. Poleciłabym ją przede wszystkim osobom lubiącym mocne thrillery z wyraźnymi elementami horroru, rozbudowaną fabułą i historiami, w których autorzy nie przejmują się zbytnio granicami prawdopodobieństwa. Czytelnicy oczekujący realistycznego kryminału powinni natomiast przygotować się na zupełnie inne doświadczenie. Mnie książka dostarczyła wielu emocji, choć chwilami zamiast zaskoczenia pojawiało się zniecierpliwienie, a zamiast zachwytu nad kolejnym pomysłem zwyczajne poczucie przesytu. Lubię, kiedy autorzy potrafią mnie zaskoczyć, ale jeszcze bardziej cenię umiejętność rozpoznania momentu, w którym historia ma już wystarczająco dużo do zaoferowania. Patterson i Barker najwyraźniej uznali, że taka granica nie istnieje, a ja po tej lekturze pozostaję przekonana, że jednak warto czasami ją zauważyć.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)