Mydełko na chłodne dni
Jesienią zaczynam coraz częściej szukać rzeczy, które są małe, proste, przyjemne i naprawdę się przydają. Świeca się wypali, herbata zostanie wypita, syrop zniknie w kawie, a teraz przyszła kolej na coś do łazienki. Domowe mydełko z gotowej bazy glicerynowej okazało się dokładnie takim projektem, jaki lubię. Nie wymaga laboratorium, specjalistycznego sprzętu ani zamieniania kuchni w pracownię chemiczną, a po wszystkim zostają małe kostki, które można używać samemu albo ładnie zapakować i komuś podarować.
Najprościej zacząć od gotowej bazy glicerynowej przeznaczonej do wyrobu mydeł. Kroję ją na mniejsze kawałki i rozpuszczam powoli zgodnie z instrukcją producenta. Nie doprowadzam jej do gwałtownego gotowania, bo tutaj naprawdę nie ma potrzeby niczego przyspieszać. Kiedy baza jest płynna, zaczyna się najprzyjemniejsza część, czyli wybieranie dodatków.
Do jesiennej wersji najbardziej podobają mi się płatki nagietka i delikatny pomarańczowy zapach. Suszone płatki nagietka można dodać w niewielkiej ilości, bardziej dla wyglądu niż po to, żeby mydło zamieniło się w zielnik. Jeśli chcę dodać zapach, wybieram olejek lub kompozycję zapachową przeznaczoną do kosmetyków i używam jej zgodnie z zaleceniami producenta. Z olejkami eterycznymi też nie warto kierować się zasadą, że im więcej, tym lepiej. W kosmetykach więcej bardzo często oznacza po prostu za dużo.
Z cynamonem byłabym ostrożna. Pięknie pachnie jesienią, ale może podrażniać skórę, dlatego nie wsypywałabym do mydełka dużej ilości mielonego cynamonu. Zdecydowanie wolę zostawić go w kuchni, a jesienny charakter mydełka zrobić pomarańczą, wanilią albo samymi płatkami nagietka. Mydło ma przecież służyć dłoniom, a nie sprawdzać ich odporność.
Gotową masę przelewam do silikonowych foremek. Mogą to być zwykłe prostokąty, małe koła albo proste foremki, które już mam w domu. Potem zostawiam wszystko do całkowitego zastygnięcia. I znowu pojawia się mój najmniej ulubiony etap wszystkich domowych projektów, czyli cierpliwe czekanie i niewyjmowanie wszystkiego z foremki po pięciu minutach tylko dlatego, że bardzo chciałabym już zobaczyć efekt.
Kiedy mydełka są twarde, wyjmuję je z foremek i zostawiam do całkowitego wyschnięcia powierzchni. Najbardziej podobają mi się małe kostki z kilkoma widocznymi płatkami nagietka. Są proste, trochę niedoskonałe i właśnie dlatego wyglądają domowo.
Na prezent pakuję każdą kostkę osobno w papier kraftowy albo cienki pergamin, przewiązuję zwykłym sznurkiem i właściwie nic więcej nie jest potrzebne. Można dołożyć małą zawieszkę z informacją o zapachu i składnikach. Jeśli robię kilka kostek, układam je razem w niewielkim pudełku. Powstaje drobiazg, który wygląda ładnie, pachnie jesienią i przede wszystkim można go naprawdę wykorzystać.
Coraz bardziej lubię takie prezenty. Nie trzeba zastanawiać się, gdzie je postawić, do czego dopasować i czy przypadkiem nie będą przez następne lata mieszkały na dnie szuflady. Mydełko po prostu trafia do łazienki i znika podczas używania. A jeśli podczas robienia kilku sztuk jedna wyjdzie odrobinę krzywa albo nie tak idealna, jak planowałam, wiadomo, gdzie trafi. Kontrola jakości w moim domu nadal ma się bardzo dobrze.
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)