Codziennik Zadumanej #69 - Znalazłam ulicę, na której każdy powinien choć raz się zatrzymać!
Przyznam, że mam słabość do ładnych nazw ulic. Niektóre brzmią tak, jakby człowiek od razu wiedział, czego może się po nich spodziewać. Słoneczna obiecuje dobry humor, Spokojna sugeruje życie bez większych komplikacji, a Kwiatowa przywołuje obraz ogródków pełnych róż. Oczywiście rzeczywistość nie zawsze współpracuje z nazewnictwem. Na Spokojnej można przecież mieć sąsiada, który w sobotę o siódmej rano postanawia wypróbować nową wiertarkę, a na Słonecznej trafić na kałużę wielkości niewielkiego jeziora. Ale przyznajcie sami, że w nazwach jest coś sympatycznego. Jakby ktoś próbował nadać zwyczajnym miejscom odrobinę poezji.
Jesienna szczególnie przypadła mi do gustu, bo przecież jesień to moja ulubiona pora roku. Lubię jej kolory, chłodne poranki, zapach mokrych liści i ten moment, kiedy wraca się do ciepłego domu, robi kawę i z przyjemnością stwierdza, że na dzisiaj wystarczy już kontaktów ze światem zewnętrznym. Jesień daje mi również oficjalne przyzwolenie na otulanie się kocem, czytanie książek i zapalanie lampek, chociaż przy moim zamiłowaniu do przytulnych wnętrz prawdopodobnie nie potrzebuję żadnego specjalnego pozwolenia. Wystarczy, że temperatura spadnie o dwa stopnie, a ja już jestem gotowa ogłosić sezon na domowe przyjemności.
Najbardziej rozbawiło mnie jednak to, że ulica Jesienna zaprowadziła mnie prosto do centrum handlowego. Bo proszę sobie wyobrazić, jak pięknie brzmi zdanie: „Wybrałam się na jesienny spacer”. Człowiek od razu widzi alejkę pełną złotych liści, spokojne tempo, refleksje nad przemijaniem i może jeszcze kubek gorącej herbaty. Tymczasem moja wersja jesiennego spaceru zakończyła się w M Parku, gdzie zamiast kontemplować piękno natury, mogłam kontemplować zawartość sklepowych półek. Ale czy jedno wyklucza drugie? Absolutnie! Człowiek może przecież zachwycać się przyrodą i jednocześnie pamiętać, że w domu kończy się kilka niezbędnych rzeczy. Zresztą słowo „niezbędnych” bywa w moim przypadku pojęciem dość elastycznym.
Kiedy później spojrzałam na zrobione zdjęcie, pomyślałam sobie, jak wiele takich drobnych przyjemności mijamy każdego dnia. Przechodzimy tymi samymi ulicami, robimy zakupy w tych samych sklepach, spieszymy się do pracy i z pracy, a nasze myśli są już kilka godzin albo nawet kilka dni do przodu. Sama doskonale znam ten mechanizm. Potrafię iść ulicą, układając w głowie plan następnych zajęć, zastanawiać się nad materiałami dla uczniów, a przy okazji wymyślać temat kolejnego wpisu. Mój mózg najwyraźniej uważa, że zwyczajny spacer to doskonała okazja do zorganizowania narady roboczej. I to bez wcześniejszego uzgodnienia ze mną terminu.
A przecież czasami warto po prostu popatrzeć dookoła. Zauważyć ciekawą nazwę, pięknie przebarwione drzewo, zabawną sytuację albo coś, co sprawi, że człowiek uśmiechnie się sam do siebie. Wcale nie trzeba wyjeżdżać daleko, planować wielkiej wyprawy ani wydawać pieniędzy, żeby znaleźć coś wartego uwagi. Dzisiaj wystarczyła mi jedna niebieska tabliczka. I pomyśleć, że mogłam przejść obok niej, nawet nie podnosząc głowy!
Lubię takie małe odkrycia. Przypominają mi, że codzienność wcale nie musi być nudna, nawet jeśli składa się z dobrze znanych obowiązków. Dużo zależy od tego, czy zostawimy sobie trochę miejsca na ciekawość. Dzieci mają z tym zdecydowanie mniej problemów. Potrafią zatrzymać się nad kamykiem, patykiem albo kałużą i znaleźć w nich coś niezwykłego. My, dorośli, często przechodzimy obok całych ulic pełnych ciekawostek, bo akurat musimy zdążyć na zielone światło.
Postanowiłam więc, że będę częściej rozglądała się podczas swoich codziennych wędrówek. Może jeszcze znajdę ulicę Marzycielską, Pogodną albo Szczęśliwą? A gdyby gdzieś istniała ulica Wiecznego Weekendu, to bardzo proszę o informację. Byłabym gotowa rozważyć przeprowadzkę. Szczególnie gdyby w pobliżu znajdowała się dobra księgarnia, przytulna kawiarnia i sklep, w którym nigdy nie kończy się promocja na moje ulubione rzeczy.
Na razie jednak pozostanę przy Jesiennej. Jest piękna, pasuje do mojego nastroju i przypomina mi, że nawet zwyczajna droga ze szkoły na zakupy może przynieść odrobinę radości. Trzeba tylko czasami zwolnić, podnieść głowę i pozwolić sobie na mały zachwyt.
A swoją drogą, zastanawiam się, czy mieszkańcy ulicy Jesiennej mają jakieś szczególne przywileje. Na przykład możliwość bezkarnego picia kawy pod kocem przez cały rok albo prawo do wcześniejszego rozpoczynania sezonu na korzenne wypieki. Bo jeśli tak, to zaczynam rozumieć, dlaczego ta nazwa tak bardzo mi się spodobała.
I jeszcze jedno. Gdyby ktoś kiedyś postanowił nazwać ulicę Zadumana, to proszę mnie koniecznie powiadomić. Przyjadę na uroczyste odsłonięcie tabliczki. Nawet z własnymi nożyczkami do przecięcia wstęgi!
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)