Zmęczenie sezonowe – jak o siebie dbam
Są takie momenty w roku, kiedy czuję, że energia gdzieś mi się rozprasza. Niby wszystko jest w porządku, nic szczególnego się nie wydarzyło… a jednak ciało i głowa mówią: zwolnij. Najczęściej przychodzi to pod koniec zimy. Dni są już dłuższe, świat powoli budzi się do życia, a ja czuję się trochę jak telefon z 12% baterii. I kiedyś bardzo mnie to irytowało. Bo przecież powinnam mieć więcej energii. Powinnam działać, planować, nadrabiać. Powinnam być gotowa na wiosnę. A potem zrozumiałam jedną rzecz: zmęczenie sezonowe to nie jest porażka. To sygnał. Sygnał, że organizm potrzebuje trochę więcej troski. Dlatego zamiast walczyć z tym stanem, zaczęłam robić kilka prostych rzeczy.
Po pierwsze – więcej światła i powietrza. Krótki spacer, nawet jeśli nie mam na niego wielkiej ochoty. Kilka minut przy otwartym oknie. Czasem to naprawdę zmienia więcej, niż się spodziewam.
Po drugie – mniej presji. Nie wszystko musi być zrobione idealnie. Nie każdy dzień musi być produktywny. Są dni, kiedy największym osiągnięciem jest spokojna kawa i to, że nie poganiam siebie w myślach.
Po trzecie – małe przyjemności. Ciepły koc. Dobra książka. Ulubiona muzyka w tle. Nie dlatego, że uciekam od życia. Dlatego, że życie potrzebuje też momentów łagodności.
I jeszcze jedno: więcej wyrozumiałości dla siebie. Bo czasem naprawdę nie trzeba się naprawiać. Wystarczy odpocząć. A kiedy ciało i głowa dostaną trochę spokoju, energia wraca sama. Nie spektakularnie. Nie od razu. Ale wystarczająco.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)