Kolory, które wracają po zimie

Zima ma w sobie dużo ciszy. Krótkie dni, długie wieczory, świat trochę przygaszony. Kolory są jakby spokojniejsze. Biel, szarość, czasem ciemne niebo nad miastem. Lubię tę ciszę zimy, ale zawsze przychodzi moment, kiedy zaczynam tęsknić za kolorami.


Najpierw pojawiają się bardzo nieśmiało. Mały zielony listek przy chodniku. Pierwsze kwiaty na targu. Słońce, które nagle świeci trochę mocniej niż wczoraj. I wtedy czuję, że coś wraca. Nie tylko w przyrodzie. We mnie też.

Po zimie wraca we mnie zieleń nadziei. Taka spokojna myśl, że jeszcze wiele rzeczy może się wydarzyć.

Wraca też żółć radości z małych rzeczy. Spacer bez pośpiechu. Okno otwarte na świeże powietrze. Śmiech, który pojawia się zupełnie niespodziewanie.

Czasem wraca także róż marzeń. Takich drobnych, trochę nieśmiałych, które jeszcze nie są planem, ale już pojawiają się w głowie.

I nawet jeśli nie wszystko od razu staje się jasne i kolorowe, to czuję jedno. Zima nie zabiera wszystkiego. Ona czasem tylko przykrywa kolory na chwilę. A potem przychodzi moment, kiedy powoli zaczynają wracać. Najpierw jeden. Potem drugi. Aż nagle okazuje się, że świat znów jest pełen barw. I może właśnie dlatego tak lubię ten czas między zimą a wiosną. Bo przypomina mi, że nawet jeśli w życiu pojawia się trochę szarości, kolory zawsze gdzieś czekają, żeby wrócić.

Komentarze