Gdyby moje emocje miały kolory…

Czasem myślę o emocjach jak o kolorach. Nie zawsze potrafię je od razu nazwać. Ale gdybym miała je zobaczyć na palecie farb, pewnie byłoby ich całkiem sporo.


Są dni, kiedy czuję w sobie jasny, spokojny błękit. To taki stan, w którym wszystko jest na swoim miejscu. Nie dzieje się nic spektakularnego, ale jest oddech, jest przestrzeń i myśl: jest dobrze.

Czasem pojawia się też ciepła żółć. To momenty radości z małych rzeczy. Światło wpadające przez okno. Dobra rozmowa. Śmiech, który przychodzi zupełnie niespodziewanie.

Ale w mojej palecie są też inne kolory.

Szarości zmęczenia, kiedy wszystko idzie trochę wolniej. Dni, w których człowiek potrzebuje więcej ciszy niż rozmów.

Bywają też ciemniejsze odcienie niepokoju. Takie, które pojawiają się wieczorem, gdy myśli zaczynają błądzić w różnych kierunkach.

Kiedyś myślałam, że te kolory trzeba ukrywać. Że najlepiej wyglądać w jednym - jasnym, pogodnym. Dziś widzę to inaczej. Życie nie jest jednym kolorem. Jest raczej obrazem, który powstaje z wielu barw. I może właśnie dlatego jest prawdziwe. Bo obok błękitu spokoju pojawia się czasem cień. Obok żółci radości - chwila zamyślenia. I to wszystko razem tworzy naszą historię.

Gdyby moje emocje naprawdę miały kolory, pewnie nie zawsze byłyby idealnie dobrane.  Ale byłyby moje. A to chyba najważniejsze.

Komentarze