Wdzięczność marcowa – trzy drobiazgi
Marzec jest miesiącem przejścia. Jeszcze trochę zimy w powietrzu, jeszcze poranki, które potrafią być chłodne i nieśmiałe. Ale jednocześnie pojawia się coś nowego. Trochę więcej światła w oknie. Trochę więcej zieleni przy chodniku. Trochę więcej nadziei, której zimą czasem brakuje.
Lubię w takich momentach zatrzymać się na chwilę i pomyśleć o drobiazgach, za które mogę być wdzięczna. Nie wielkich rzeczach. Nie przełomowych wydarzeniach. Tylko małych fragmentach codzienności. W tym roku w marcu szczególnie widzę trzy.
Pierwszy to światło. To moment, kiedy rano nie trzeba już zapalać lampy tak wcześnie. Słońce wchodzi do pokoju i przypomina, że dni będą coraz dłuższe.
Drugi to spokój zwykłego dnia. Czasem nic nadzwyczajnego się nie wydarza. Jest kawa, kilka rozmów, spacer, może książka wieczorem. Kiedyś myślałam, że takie dni są „zwykłe”. Dziś widzę, że to właśnie one są najcenniejsze.
Trzeci drobiazg to nadzieja, która pojawia się nie wiadomo skąd. Nie jest głośna. Nie przychodzi z wielkimi deklaracjami. Raczej z cichą myślą: może będzie dobrze. I czasem to naprawdę wystarczy.
Marzec uczy mnie jednego. Nie wszystko musi być spektakularne, żeby było dobre. Czasem trzy małe drobiazgi potrafią rozjaśnić cały dzień. A kiedy zaczynam je zauważać, nagle okazuje się, że wdzięczności jest znacznie więcej.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)