Zima w środku mnie – co jeszcze potrzebuje spokoju
Zima na zewnątrz jest widoczna. Drzewa bez liści. Światło, które przychodzi później i szybciej znika. Cisza, która przykrywa wszystko cienką warstwą spokoju. Ale jest też zima w środku mnie. Mniej oczywista. Nie zawsze zauważalna od razu. Taka, która nie domaga się uwagi, tylko przestrzeni.
To nie jest zima smutku. To raczej czas wycofania. Zbierania sił. Odpuszczania nadmiaru.
Są we mnie sprawy, które wciąż potrzebują spokoju. Myśli, które nie chcą jeszcze odpowiedzi. Decyzje, które muszą poleżeć, zanim dojrzeją. Uczucia, które nie proszą o nazwę, tylko o ciszę.
Zima uczy mnie, że nie wszystko musi się dziać teraz. Że są momenty, kiedy najlepszym ruchem jest zatrzymanie. Kiedy nie trzeba niczego przyspieszać ani rozjaśniać na siłę. Nie wszystko we mnie chce kwitnąć. Niektóre rzeczy chcą po prostu przetrwać w cieple. Pod powierzchnią. Bez świadków. Z czasem uczę się nie poganiać tej wewnętrznej zimy. Nie traktować jej jak przeszkody. Widzieć w niej ochronę.
Bo spokój nie zawsze jest nagrodą po wysiłku. Czasem jest warunkiem dalszej drogi. I może właśnie teraz - w tej cichej, wewnętrznej zimie - najważniejsze jest to, żeby niczego nie wymagać od siebie ponad miarę. Pozwolić rzeczom odpocząć. Pozwolić sobie być. Reszta przyjdzie wtedy, kiedy będzie gotowa.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)