Dorosłość to odkrycie, że nie muszę się wszystkim podobać
Dorosłość przyszła do mnie w momencie, w którym zorientowałam się, że… grzeczna dziewczynka poszła na emeryturę. Nie z hukiem. Bez pożegnalnego przyjęcia. Po prostu któregoś dnia nie przyszła do pracy. Ta, która zawsze chciała być miła. Która kiwała głową, nawet gdy w środku miała ochotę zapytać: „ale dlaczego właściwie?” Która brała na siebie cudze nastroje, oczekiwania i poczucie komfortu. Długo myślałam, że tak wygląda bycie dorosłą. Że trzeba się dopasować. Zrozumieć wszystkich. Być „w porządku”. Aż w końcu dotarło do mnie coś bardzo wyzwalającego: nie muszę się wszystkim podobać.
Nie muszę być zawsze miła. Nie muszę się tłumaczyć z każdej decyzji. Nie muszę mówić „tak”, kiedy całe moje wnętrze mówi „nie, dziękuję”. I to wcale nie zrobiło mnie gorszą. Zrobiło mnie… spokojniejszą.
Bo dorosłość nie polega na tym, że wszystkim pasujemy. Polega na tym, że przestajemy udawać, żeby pasować. Czasem ktoś się obrazi. Czasem ktoś będzie zawiedziony. Czasem ktoś powie: „kiedyś byłaś inna”. Byłam. Byłam bardziej zmęczona.
Dziś coraz częściej wybieram siebie - nie z egoizmu, tylko z uczciwości. Nie chcę już być wersją, która ma wszystkim zrobić dobrze kosztem siebie. Chcę być prawdziwa. A prawda, jak wiemy, nie zawsze jest uniwersalnie lubiana.
Grzeczna dziewczynka naprawdę zasłużyła na emeryturę. Pracowała ciężko. Za długo. Bez urlopu.
Teraz jej miejsce zajęła kobieta, która wie, że bycie sobą wystarczy. Nawet jeśli nie każdemu. A może właśnie dlatego.

Komentarze
Prześlij komentarz
Pozostaw po sobie ślad :) Będę wdzięczna :)