Nie wracam już do miejsc, które nauczyły mnie bólu

Przez długi czas myślałam, że powrót jest oznaką siły. Że jeśli jeszcze raz wejdę w to samo miejsce, porozmawiam, sprawdzę, spróbuję - coś się domknie. Że odwaga polega na wracaniu. Dziś wiem, że czasem największą odwagą jest nie wracać.

Nie wracam już do miejsc, które nauczyły mnie bólu. Nie z gniewu. Nie z potrzeby karania kogokolwiek. Ale z troski o siebie.

Bo są przestrzenie, w których coś we mnie cichnie za bardzo. Relacje, przy których znikam kawałek po kawałku. Rozmowy, po których długo muszę zbierać się do siebie.

To nie są miejsca, które trzeba „przepracować” jeszcze raz. One spełniły swoją rolę. Pokazały granicę.

Rezygnacja nie zawsze jest porażką. Często jest wyborem ochronnym. Decyzją, żeby nie sprawdzać po raz kolejny, czy tym razem zaboli mniej.

Nie wszystko trzeba domykać rozmową. Nie wszystko trzeba rozumieć do końca. Nie każda historia wymaga kontynuacji.

Czasem wystarczy uznać, że to już było. I że dziś potrzebuję czegoś innego.

Nie wracam tam, gdzie nauczyłam się bólu, bo teraz uczę się spokoju. A spokój wymaga przestrzeni, w której mogę być sobą bez obrony. To nie jest ucieczka. To jest wybór. I coraz częściej wiem, że to jeden z najważniejszych wyborów, jakie mogę dla siebie zrobić.

Komentarze