Moja lista rzeczy, które czekają „na potem”

Mam taką listę. Nie jest zapisana w notesie. Nie wisi na lodówce. Nie mam jej też w telefonie. A jednak istnieje. I rośnie. Mam nawet wrażenie, że czasem rozmnaża się nocami. To lista rzeczy, które odłożyłam „na potem”. Jest w moim domu ubranie z brakującym guzikiem. Nie pamiętam już nawet od kiedy. Guzik leży w bezpiecznym miejscu. Tak bezpiecznym, że prawdopodobnie nigdy go nie znajdę. A ubranie cierpliwie czeka. Na potem.



Dokumenty, które tworzą własne życie

Mam też taki stos papierów. Nie jest duży. Przynajmniej tak sobie wmawiam. To dokumenty, które trzeba przejrzeć, posegregować, wyrzucić albo schować. Za każdym razem, gdy na nie patrzę, myślę: „kiedyś się tym zajmę”. Potem zamykam szufladę. Problem znika. Przynajmniej do następnego otwarcia.

Wiadomości, na które chciałam odpisać „jak będę miała chwilę”

To jest kategoria wyjątkowo podstępna. Bo naprawdę miałam dobre intencje. Przeczytałam wiadomość. Przemyślałam odpowiedź. Nawet ucieszyłam się, że ktoś napisał. I wtedy stwierdziłam: „odpiszę później”. Później minęły dwa dni. Potem tydzień. A teraz głupio już odpisywać. Czy tylko ja znam ten mechanizm?

Ubrania z kategorii „jeszcze się przydadzą”

To bardzo optymistyczna część mojej listy. Bluzka, której nie nosiłam od trzech lat. Sweter, który może kiedyś znowu polubię. Rzeczy, które zajmują miejsce, ale mają świetną przyszłość. Przynajmniej w teorii.

Pomysły, które czekają na idealny moment

Tu robi się trochę poważniej. Bo na mojej liście „na potem” są też rzeczy, które naprawdę chciałabym zrobić. Miejsca, które chciałabym odwiedzić. Pomysły, które chciałabym zrealizować. Rzeczy, których chciałabym się nauczyć. I czasem zastanawiam się, ile z nich czeka nie dlatego, że nie mam czasu. Tylko dlatego, że czekam na idealny moment. A ten, jak wiadomo, ma tendencję do niepojawiania się.

Może nie wszystko musi być zrobione od razu

Nie zamierzam dziś naprawiać wszystkich guzików świata. Nie posegreguję całego życia w jedno popołudnie. Ale może warto od czasu do czasu zajrzeć do swojej listy „na potem”. Tak po prostu. I wybrać jedną rzecz. Jedną małą. Taką, która od dawna czeka. Bo czasem największą przeszkodą nie jest brak czasu. Tylko przyzwyczajenie do odkładania. A czasem wystarczy jeden mały krok, żeby „na potem” zamieniło się w „dzisiaj”.

A teraz powiedz mi: co najdłużej czeka na Twojej liście „na potem”? I proszę, nie mów, że tylko ja mam taki guzik do przyszycia. 

Komentarze