Maj pachnie nadzieją

Nie wiem, czy też tak masz, ale maj zawsze robi coś dziwnego z sercem. Nagle chce się bardziej otwierać okna. Dłużej siedzieć na słońcu. Patrzeć, jak wieczorem świat robi się złoty. I nawet jeśli życie dalej jest trochę nieogarnięte… człowiek oddycha lżej. Maj nie pyta, czy jesteś gotowa. Po prostu przychodzi. Z ciepłym światłem o poranku. Z zapachem trawy po deszczu. Z bzem, którego nie da się minąć obojętnie. I przypomina, że wszystko kiedyś odradza się po swojemu. Nawet my.


Lubię ten moment roku Nie za  idealność. Nie za „piękne życie”. Tylko za tę cichą obietnicę, że jeszcze może być dobrze. Że po trudniejszym czasie też wraca lekkość. Że zmęczone serce potrafi znowu coś poczuć. Że można budzić się rano i mieć ochotę otworzyć okno zamiast chować się pod kołdrę. To są małe rzeczy. Ale właśnie z nich składa się życie.

Maj uczy mnie jednej ważnej rzeczy Nie wszystko trzeba przyspieszać. Kwiaty nie rozkwitają szybciej tylko dlatego, że ktoś je pogania. Słońce nie świeci mocniej na zawołanie. Wszystko ma swój czas. My też. I może właśnie dlatego ten miesiąc daje tyle spokoju. Bo przypomina, że nie musisz być już „gotowa”. Nie musisz mieć wszystkiego poukładanego. Nie musisz wiedzieć, co będzie dalej. Wystarczy, że  jesteś.

Ostatnio łapię takie momenty Kubek herbaty wypity przy otwartym oknie. Ciepły wiatr wieczorem. Światło na ścianie. Śmiech gdzieś w oddali. I nagle okazuje się, że szczęście wcale nie krzyczy. Ono przychodzi cicho. Dokładnie tak jak maj.

Jeśli ostatnio było Ci ciężko… To chciałabym Ci powiedzieć jedną rzecz. Jeszcze będzie lekko. Jeszcze będziesz się śmiać bez powodu. Jeszcze przyjdzie dzień, kiedy poczujesz spokój i pomyślisz: „chyba wracam do siebie”. Może właśnie teraz wszystko zaczyna kwitnąć. Nawet jeśli jeszcze tego nie widzisz.

Komentarze