Okra - Konrad Modrzejewski (audiobook) o tym, że największy niepokój nie zawsze bierze się z tego, co widać

Są takie historie, które nie potrzebują pośpiechu. Nie muszą od razu rzucać wydarzeniami, żeby przyciągnąć uwagę. Wystarczy klimat. I coś, co powoli zaczyna niepokoić. Okra Konrada Modrzejewskiego to właśnie taka opowieść.

Już od początku czuć, że to nie będzie „łatwe słuchanie do tła”. Jest w tym audiobooku coś ciężkiego. Gęstego. Taki rodzaj napięcia, który nie wynika z nagłych zwrotów akcji, tylko z atmosfery, która z każdą minutą robi się coraz bardziej duszna.

Las, cisza, dziecko… i to wszystko, co zostaje między tymi elementami niedopowiedziane.

Najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo ta historia gra na emocjach, ale nie w oczywisty sposób. Nie epatuje, nie tłumaczy wszystkiego wprost. Raczej zostawia przestrzeń, a w tej przestrzeni zaczynają pojawiać się własne myśli, czasem niewygodne. I to jest ten moment, kiedy człowiek przestaje tylko słuchać, a zaczyna… czuć.

Audiobookowo - bardzo dobrze. Narracja jest spokojna, wyważona, nie wybija z klimatu. I to jest ogromny plus, bo przy takich historiach głos potrafi albo wszystko zbudować… albo zepsuć. Tutaj działa.

Okra to nie jest historia, którą się „zalicza”. To raczej taka, którą się przeżywa kawałek po kawałku. I która zostaje — niekoniecznie jako konkretne sceny, ale jako uczucie. Takie, które trudno nazwać. Po skończeniu miałam w głowie jedną myśl: że czasem największy niepokój nie ma źródła w tym, co widzimy. Tylko w tym, co przeczuwamy. I może właśnie dlatego ten audiobook działa najmocniej wtedy, kiedy wokół robi się cicho.

Komentarze