Zatrzymanie, którego nie planowałam

Miało być inaczej. Trochę spokojniej, trochę rodzinnie, może z jakimś ciepłym momentem przy stole. Tak jak to sobie gdzieś w głowie układamy. A zamiast tego… łóżko. Infekcja. Brak siły nawet na zwykłe rzeczy. I nagle wszystko się zatrzymało. Nie z mojego wyboru. Nie tak miało być.

Znasz to uczucie, kiedy życie robi coś zupełnie po swojemu? Kiedy masz jakiś plan – nawet prosty – a potem przychodzi coś, co go całkowicie rozwala? Ja właśnie tak miałam. I pierwsza myśl wcale nie była spokojna. Raczej coś w stylu: „serio teraz?”, „dlaczego właśnie w tym momencie?”, „nie mogło to poczekać?”

Bo przecież zawsze jest coś ważnego. Zawsze jest coś do zrobienia. Zawsze „nie teraz”.

Tylko że tym razem nie było dyskusji. Nie dało się przyspieszyć. Nie dało się „jeszcze tylko coś zrobić”. Nie dało się ogarnąć życia między jedną herbatą a drugą. Organizm po prostu powiedział: „teraz leżysz”. I wiesz co? Na początku mnie to złościło. Bo kiedy wszystko zwalnia, nagle zaczynasz widzieć, ile rzeczy zostaje „w zawieszeniu”. Ale potem przyszło coś innego. Cisza.

Kiedy już nie masz siły walczyć z tym, co jest… zaczynasz po prostu być. Bez planu. Bez „muszę”. Bez odhaczania kolejnych rzeczy. I wtedy pojawia się przestrzeń. Na myśli, które normalnie zagłuszasz. Na zmęczenie, którego wcześniej nie chciałaś zauważyć. Na pytanie: czy ja w ogóle potrafię się zatrzymać… kiedy nikt mnie do tego nie zmusza?

Nie powiem, że to było przyjemne. Bo nie było. Ale było… potrzebne. Bo pokazało mi coś bardzo prostego: że nie jestem maszyną, że nie muszę ogarniać wszystkiego cały czas, że odpoczynek nie jest luksusem, tylko koniecznością. I że czasem dopiero przymusowe „stop” uczy nas tego, czego sami nie chcemy się nauczyć.

To nie były święta, jakie sobie wyobrażałam. Ale może właśnie takie miały być. Cichsze. Spokojniejsze. Bardziej „do środka” niż na zewnątrz. Może zamiast robić – miałam po prostu być.

A Ty? Zdarzyło Ci się kiedyś takie zatrzymanie, którego nie planowałaś? I czy coś Ci pokazało? Chętnie poczytam Twoją historię.

Komentarze